Z filmem Visuals of Thailand mam trochę problem. Podoba mi się i jednocześnie czegoś mi w nim brakuje. Zacznę od pozytywów.

Nie nudziłem się. Film trwa co prawda zaledwie 2:17, ale czasami się zdarza, że autorzy nawet tak krótkich form potrafią nieźle wymęczyć widza. Tu mamy dynamiczną, dobrze dobraną muzykę, ciekawe ujęcia, przemyślane kadry, kolory nad którymi Autor – Visuals myślał i sprawny montaż. Właściwie to by wystarczyło, ale nie po to człowiek wrzuca swoje dzieło na nasze forum, żeby recenzent nie mógł trochę pomarudzić.

W szczegółach:

Ujęcia: Bardzo ładna mieszanka dostojnych, spektakularnych szerokich planów z szybkimi “shotami” w zbliżeniach i planach średnich. Naprzemienność ujęć bardzo ładnie pobudza widza – od monumentalnego spokoju krajobrazów Tajlandii do rozgardziaszu i chaosu tajlandzkich miast, dróg, ludzi, sytuacji. Duży plus!visuals

Muzyka: Osobiście nie jestem fanem tego typu dźwięków, ale w dobra synchronizacja z ujęciami robią swoje i to dobrze robią – zarówno muzyce jak i filmowi (na przykład 0:36).

Kadry: Dobrze zakomponowane, choć klasycznie – centralnie lub  trójdzielnie. Przyznam, że w filmie zbyt wyuzdane komponowanie kadrów nie zawsze ma sens, szczególnie, że istotnym elementem filmowej kompozycji jest ruch i zmienność ostrości, które potrafią nieźle zbałamucić widza. Opieranie układu elementów kadru jedynie o geometrię, jak w malarstwie czy fotografii w filmie nie zawsze się sprawdza i korzystanie z prostych założeń kompozycyjnych może być wystarczające. Przede wszystkim zatem: krajobrazy mają poziomy horyzont, a ulice pionowe ściany – czyli postawa dyscypliny kompozycyjnej została zachowana. Jednocześnie “pływająca kamera” – czyli lekkie osiowe obroty przy szerokich planach i zdecydowane “skosowanie” ujęć dynamicznych ładnie wzbogacają obraz.visuals

Montaż: Prosty i podporządkowany muzyce. Oczy wędrują za uszami, a uszy słyszą to co widzą oczy. Proste, ale skuteczne. Jak jeszcze dodamy do tego przekładaniec: zbliżenie (szybkie)-total (spokojny), zbliżenie (szybkie) – total (spokojny) to mamy dwie minuty oglądania, bez męczarni.

Poza kategoriami czysto filmowymi zwracam jeszcze uwagę na napisy – prosty font (coś z rodziny helvetic – prościej już nie można), ułożony na samym środku – trudno nie zauważyć, co powoduje, że nawet nie brakuje mi napisu początkowego, tytułu. Autor uzyskał ładny efekt dramaturgiczny: jakby cały film służył podkreśleniu końcowego napisu Visuals of Thailand. Nieźle wyszło.

Kolejne na co warto popatrzeć to obserwacja, czyli sposób w jaki operator pokazuje świat. Trochę w sznycie reporterskim, jakby Autor podglądał różne sytuacje, starał się ujawnić nam trochę rzeczywistości Tajlandii. A to wszystko skontrowane “selfiaczymi” kadrami – czyli portretami z kontaktem wzrokowym i sytuacjami w stylu “making of” – Ładna mieszanka.visuals

Co mi się jeszcze podoba to umiejętne wykorzystanie błędów realizatorskich i technicznych. Autorowi udało się zaprząc niedoskonałości zapisu CMOSa – rolling shutter/jello oraz gubienie focusa w formę wypowiedzi. “Galareta”, która zazwyczaj denerwuje zdynamizowała niektóre ujęcia (od 0:28) a brak ostrości na temacie ujęcia (portret 0:37) ładnie zostało skontrastowane “żyletką” na ujęciu następnym (też portret 0:42). W ten sposób, można powiedzieć, że Autor zastosował “recykling wizualny”, czyli wykorzystał śmieci, które zazwyczaj lądują w koszu do podbicia efektu całości filmu. Duży plus!visuals

Teraz marudzenie.

Jak wspomniałem – daje się zauważyć, że nad kolorami Visuals myślał. Modne teal&orange bije po oczach. I wszystko byłoby w porządku, gdyby Autor jednak jeszcze lepiej wybalansował barwy. O ile niebieski nie jest kolorem niebezpiecznym dla filmu (i ogólnie konwersji cyfrowej), odwzorowuje się zazwyczaj bez problemu i jego odbiór zawsze jest prawidłowy, to w przypadku pomarańczowego trzeba uważać. Kolory z odcinka spektrum od żółtego do czerwieni, czyli między innymi pomarańcz często tracą łagodność przejść między tonami i zdarza się, że zbytnie nasycanie tych barw powoduje zanikanie subtelnych różnic między tonami. Efektem tego jest zamknięcie kolorów, który tworzą obraz w niezróżnicowane plamy jednej barwy – obiekty w tych kolorach stają się papierowe i jakby wycięte. I to niestety widać na filmie z Tajlandii, np: 00:43 (lampiony), 00:53 (pomarańczowy t-szirt), 1:18 (twarz)

visuals

Na koniec wytłumaczę się z tytułu recenzji i z tego co napisałem na samym wstępie, czyli czego mi brakuje, w tym bądź co bądź niezłym klipie. Otóż całość jest na tyle sprawnie wykonana, ze chciałoby się więcej. Przy 2 minutach długości film sprawia wrażenie czołówki zaledwie – intrygującej, dobrze zrobionej, ale jednak czołówki. Nie jest to video do muzyki (muzyka raczej z kategorii “ilustracje” niż utwór muzyczny) i nie jest to reportaż. Brakuje mi nadania sensu tej produkcji. Można powiedzieć, że to zaledwie impresja i coś w stylu showreela autoreklamowego (pod filmem jest adres dla tych co chcą tak samo, ale o czymś innym), czyli właśnie “wizual”, ale jednak to trochę niedocenianie swoich możliwości i talentu. Widać, że Autor jest w stanie coś ładnie pokazać, teraz by się przydało byśmy się czegoś dowiedzieli o pokazywanych miejscach. Rozumiem, że to już bardziej kwestia wyboru drogi kariery – jest to niestety częsty problem, z którym spotkałem się u dobrych fotografów – czy robić dobrze to co nikogo nie obchodzi, ale jest ważne, czy robić dobrze to co zagwarantuje mi przyszłość i byt, ale jest nieistotne. Wybór nie jest łatwy i do tego ryzykowny. Na pocieszenie mogę powiedzieć, że niektórym udaje się żyć z rzeczy ważnych, choć to ciężki chleb, ale jak już się uda to satysfakcja jest podwójna.