Fomei to firma do niedawna kojarzona głównie przez fotografów. Jakiś czas temu jednak, zaczęli oni oferować również lampy przeznaczone dla filmowców. Miałem okazje testować część modeli z ich oferty w „warunkach bojowych” – na planie niezależnego filmu fabularnego. Więcej o samym filmie tutaj:

https://www.facebook.com/BalUtracony

Można też obejrzeć jego trailer

Na potrzeby filmu sporą część świateł udostępniła nam firma Medikon, polski dystrybutor Fomei. Zamieszczone poniżej zdjęcia pochodzą z różnych źródeł i aparatów, część to stopklatki z filmu backstage-owego, a część to niepokolorowane ujęcia z samego filmu.


Zacznę od listy lamp. Do dyspozycji mieliśmy:

– 4x Fomei Digital Light:
http://www.sklep.medikon.pl/LAMPA_FOMEI_DIGITAL_LIGHT_1000-887.html
czyli coś w rodzaju kilowatowego halogena z mocowaniem Bowensa; do tego dwie lampy dwufunkcyjne (błysk + kilowatowy pilot) ale korzystaliśmy i tak tylko z pilotów, więc omówię je zbiorczo.

– po jednym Fresnelu – 300, 650 i 1000W
http://www.sklep.medikon.pl/Fresnel_Light_System-k180-0-3-default.html

– Fomei Desk 330 (lampa typu flo)
http://www.sklep.medikon.pl/LAMPA_FOMEI_DESK_330H330WBEZ_SWIETLOWEK-1412.html

– Fomei Desk Light DMX (również flo)
http://www.sklep.medikon.pl/FOMEI_POWER_DESK_LIGHT_DMX-1305.html

Najczęściej wykorzystywane na planie były Digital Lighty z softboxami. Nie jest to może najsilniejsze źródło światła (do większych softów dobrze by było mieć wersje 2-3kW) ale nadrabia nieprzeciętną poręcznością. Światła które mieliśmy miały na pokładzie halogen 3200K, w obecnej ofercie firmy pojawiły się już wersje HMI 5500K.

W części scen kilowat z softboxem wisiały z balkonu robiąc za kontrę dla postaci. Panele flo o wymiarach 140×200 to już spory kawał świateł do umocowania, ledy tej wielkości kosztują majątek, a odbijanie parukilowatowego fresnela od blendy też nie jest rozwiązaniem najporęczniejszym. A tymczasem Digitala z tej wielkości softboxem bez problemu rozstawiliśmy na balkonie, tak że zwisał daleko nad ludzi przy minimalnej ilości przeciwwag i innych komplikacji.

Tu konkretny przykład – 140×200 wisi z balkonu nad widocznym po lewej wejściem na salę balową. Na obrazku mamy też flo (DMX) oraz drugiego Digitala z oktą.

r1

Z racji braku grida (zapomniałem o nie poprosić) kierunkowość kontrolowaliśmy workami na śmieci (nie wszystkie taśmy chwytają się materiału, z którego jest wykonany softbox, za to odklejają się bez śladu).

r2

I jeszcze jedno zdjęcie – tym razem bez worków, za to obrócony o 90 stopni (bez problemu robiła to jedna osoba).

r3

A tu wspomniana kontra w akcji. Rzecz dzieje się ładne 4-5 metrów od wejścia czyli jeszcze ciut więcej od lampy. Z przodu po prawej za rysunek robi mniejszy softbox (bodajże 100×140). Obie lampy odbijają się w kieliszku. Materiał z Reda, surowy plik bez gradingu, Redgamma3.

r4

Na poniższym zdjęciu widać naszą magiczną konstrukcję, tym razem przestawioną na przedsionek (2 osoby, 5 minut roboty). Wejście do sali balowej jest zafoliowane, a ekipa właśnie rozstawia dla wzmocnienia efektu kilowatowego Fresnela z folią dyfuzyjną. Poza kadrem po lewej jest jeszcze jeden Digital z softboxem świecący na scenę (widać po układzie świateł na twarzach).

r5

Poniżej – gotowy kadr.

r6

A tu inny minimalistyczny przykład – wielka okta pod sufitem. Ponieważ najwyższy statyw z przeciwwagą był potrzebny gdzie indziej, tę po prostu trzymał człowiek na odpowiedniej wysokości. Przy dwóch „trzymaczach” pracujących na zmianę udało się nagrać potrzebny komplet dubli.

r7

Poniżej jeszcze kilka zdjęć ilustrujących Digital Lighty w akcji. Na pierwszym okna zaklejone czarnym stretchem i rozkręcony do pełnej mocy kilowat z oktą w sąsiednim pomieszczeniu.

r8

A tu okta w kontrze plus softbox spoza kadru na przód, całość widziana w „trzeciej osobie”…

r9

…i w „pierwszej osobie” 😉

r10

Do kompletu kontrplan na drugą stronę tylko z nieco dziwnego kąta.

r11

W podobnym stylu pojawiało się w użyciu flo DMX, tyle że zwykle było umieszczone pod kadrem i z dołu, w miejscu, gdzie softbox zwyczajnie by się nie zmieścił. Nieco efektów jego działania widać tu na przykładzie moim oraz operatora stedicamu.

r12

A tu efekt w kamerze, jak widać w praktyce wyszedł nieco subtelniejszy.

r13

r14

I z drugiej strony

r15

Tu fragment z innej sceny, światło w podobnej pozycji tylko na mniejszej mocy.

r16

I jeszcze inna sytuacja – DMX widoczny z tyłu w korytarzu.

r17

Zostało mi flo Desk 330. Użyliśmy go w scenie dziennej, robi za „drugie okno” w pomieszczeni które naturalnie takowego nie posiadało. Najpierw parę zdjęć zza kulis, na końcu gotowy kadr.

r18

r19

A006_C078_06013H

 

Czas na podsumowanie. Swoje prywatne wrażenia co do sprzętu zebrałem poniżej.

Digital Light:
+ małe i poręczne, w połączeniu z softboxem stają się jednym z najwygodniejszych źródeł miękkiego światła jakie widziałem
+ brak zafarbów zieleń/magenta
+ tył i boki obudowy nie grzeją się nawet przy dłuższej pracy – lampę można położyć tylną częścią na kartce papieru, nagrać 5 dubli, a potem gołą ręką ją z tej (nienaruszonej) kartki zdjąć
– jak chyba wszystkie tego typu źródła światła, przy zmniejszaniu mocy dimmerem zmienia temperaturę barwową w kierunku niższej (bliżej czerwieni)
– ma aktywne chłodzenie, wiatrak jest słyszalny, aczkolwiek nasi dźwiękowcy jakoś specjalnie na to nie narzekali

Fresnele:
Ich akurat używaliśmy najmniej więc trudno mi wypunktować konkretne wady i zalety. Sprzęt robił swoją robotę bez zająknięcia i na tym muszę poprzestać w tym przypadku.

Desk Light 330:
+ całkiem lekkie jak na tego typu lampę
+ brak zafarbów zieleń/magenta
+ absolutnie się nie grzeje
+ spora moc
+ proste zasilanie (zwyczajny kabel 230V)
– ktoś z asystentów narzekał, że go popieściła prądem przy próbie obrócenia na tarczy włączonej jednostki

Desk Light DMX
+ w pełni profesjonalne kino flo
+ świetnie spełniajaca swoje zadanie kratownica
+ brak zafarbów zieleń/magenta
+ absolutnie się nie grzeje
– w porównaniu z resztą dość spore i nieporęczne

Kilka zdań o softboxach. O ile są rzeczywiście lekkie i poręczne, a po spakowaniu zajmują bardzo niewiele miejsca, o tyle dla nieobytej z ich składaniem/rozkładaniem ekipy filmowej były nieco kłopotliwe w obsłudze. Zmontowanie tych większych wymagało dwóch osób i chwili kombinowania, ale to akurat nie problem bo przy drugim podejściu szło już szybko. Dużo większym problemem było pakowanie ich z powrotem do futerału – druty nagle przestają się mieścić w pokrowcu albo sterczą w różnych kierunkach. Efekt był taki że jednego pokrowca nie udało nam się domknąć, a drugi rozdarliśmy. Podejrzewam, że po krótkim przeszkoleniu problem by zniknął, a zaistniała sytuacja to po części efekt wariackiego grafika produkcji, niemniej sygnalizuję temat.

Na koniec parę słów od naszego operatora Janusza Dybowskiego:

Po raz pierwszy miałem okazję pracować z lampami Fomei na planie filmu „Bal Utracony”. Jestem mile zaskoczony ich możliwościami. Funkcja płynnej regulacji mocy jest ogromnym atutem i bardzo przyspiesza prace. A jak wiadomo czas to pieniądz – zwłaszcza na planie filmowym. Lampy są bardzo mobilne i dość lekkie jak na lampy filmowe. Możliwość nałożenia różnych rozmiarów softboxów w bardzo krótkim czasie jest również wielkim atutem. Jedyne czego mi brakowało to brak możliwosci ukierunkowania swiatła na softboxach. Myslę, że nie będzie przesady jeśli stwierdzę, że zakochalem sie w tych lampach.

 

Amadeusz Andrzejewski