Sova – Modlitwa Żołnierzy Wyklętych – wzmożony patriotyzm, nie da się ukryć. Ale nie o tym będzie.

Straszny misz-masz w tym filmie. Z jednej strony wyuzdana realizacja scen, nazwijmy to, “bojowych”, z drugiej – zupełny brak pomysłu na sekwencje z Sovą, a na koniec jakaś przylepka w postaci “Pan wykameruje jak płytę wstawiamy.” Bałagan niezły. Autor, esmichal, odcina się od scenariusza w poście na forum videodslr.pl, ale na YT już występuje jako “Reżyseria i scenariusz: Robert Czepielewski”. Albo, albo.

1 – Sekwencje “bojowe” – niezły pomysł kolorystyczny i ogólnie przyjęta konwencja “starego” filmu. Z jednym zastrzeżeniem logicznym. Jak stary film to rysy pionowe, bo taśma w kamerach przesuwała się z góry na dół, więc klisza powinna być zarysowana zgodnie z tym kierunkiem (1:48).

2 – Aktorzy – mam zastrzeżenia do pracy z aktorami. Zanim nakręcono “Helikopter w ogniu”, aktorów wysłano na kilkutygodniowy kurs żołnierski – żeby aktorzy oswoili się z bronią, zachowaniem i reakcjami żołnierzy – jak trzyma się karabin, jak żołnierz się skrada i co się dzieje jak bomba koło niego wybucha. Robert Czepielewski zapewne nie miał kilku tygodni na trening aktorów, ale kilka chwil mógł poświęcić na parę scen, które wyszły bardzo sztucznie i naiwnie. Jak dziewczyna pada trafiona (2:13) – to powinna upaść jak worek, a nie jak maturzysta na akademii szkolnej (20 minut treningu upadania bezwolnego. Tego trzeba się nauczyć, bo świadomy człowiek odruchowo osłania się przed upadkiem. Trafiony pociskiem czy odłamkiem raczej już nie ma świadomości). Jak żołnierz granatem rzuca (2:04), to powinien rzucać do celu, a nie machać granatem jakby bał się go połamać (15 minut treningu rzucania do celu granatem. Musi być cel, a nie rzucanie przed siebie.). Jak ubek bije patriotę deską w brzuch (1:07) to widza powinno zaboleć, a nie wyglądać jak masaż tajski zrobiony przez Ukrainkę (deska na brzuch pod koszulę i zamiast szczapy drewnianej gumowa. Aktorów nie zaboli, a wyglądać będzie naturalnie). Te trzy sceny jakoś od razu utkwiły mi w głowie, bo bardzo osłabiają dramatyzm scen. Ogólnie reżyser nie przypilnował aktorów – patrzą się do kamery (0:15), zerkają na siebie jakby nie wiedzieli gdzie są (0:11). A szkoda, bo pomysły ogólnie są niezłe, tylko brak opanowania substancji ludzkiej.

3 – Mniemam, że w filmie brali udział rekonstruktorzy. Śledzę taką jedną grupę na fejsie i widzę, że towarzystwo jest mocno uczulone na detale. Stąd od razu zastanowiło mnie czy szmajsery były malowane czy oksydowane. Bo jak oksydowane, to nie mogą mieć takich plam jakby farba z nich zeszła (1:31). Nie jestem rekonstruktorem, ale cenię ich pasję do dochodzenia prawdy historycznej o przedmiotach.

4 – Ujęcia, w których występuje Sova wyglądają dziwnie. Jedyne co mi przychodzi do głowy to chęć skontrowania profeski scen rekonstruowanych z surową amatorką hiphopowego teledysku. Ale nad dobrą “amatorką” też trzeba popracować, a tu wyszło tak sobie, jakby autor pogubił się w pomysłach. Ale przynajmniej kreski poziome zakłóceń mają uzasadnienie, bo rozwarstwienie RGB kilkukrotnie użyte wskazuje na przyjęcie konwencji amatorskiego filmu video, gdzie mamy poziomy przeplot.

5 – Efekty specjalne – zasadniczo akceptowalne, ale ogniki z pepesz (2:07) chyba powinny być bardziej zblurowane, bo zbytnio się odcinają od luf karabinów, przez co tracą naturalność.

6 – Dokrętka na końcu – to było chyba uzasadnienie honorarium. Taki los filmowców.

Ogólnie nawet nie najgorsze to jest, choć przy następnych realizacjach zwróciłbym więcej uwagi na aktorów i wprowadził trochę dyscypliny twórczej – czyli radziłbym wprowadzić chaos kontrolowany, bo potem widz zapamiętuje kiksy i szkodzi to tylko twórcy i filmowi (w telewizji mają lepiej, jak cuś zepsują, to nikt tego nie zapamięta, bo już reklamy lecą. Na YT można sobie zatrzymać, powtórzyć, a potem tylko autora się czepiają)

Recenzja na podstawie postu na forum videodslr.pl