Panasonic Lumix DMC-GH5 przesunął wiele granic dotychczas oddzielających filmujące aparaty od kamer. Zapraszamy do lektury jego testu.

Jeśli się nad tym zastanowić, to 10-bitowy zapis 4:2:2 (oraz bez limitu czasowego) oferowały już wcześniej urządzenia Blackmagic Design. 50kl/sek w 4K potrafi zarejestrować Canon 1D X mark II. Hybrydową stabilizację obrazu ma Panasonic G80 czy Olympus OM-D EM-1 mark II. A super slow motion w HD ma kilka kompaktów Sony z 1-calową matrycą. Panasonic Lumix DMC-GH5 zrobił jednak to, czego nikt przed nim nie dokonał – zebrał to wszystko i umieścił w jednym, kosztującym akceptowalne pieniądze korpusie. Nie zwlekajmy zatem, zobaczmy jak się ta mieszanka sprawdza w praktyce.

Aparat do testów udostępnił polski oddział firmy Panasonic.
Rejestrator obrazu Atomos Shogun Flame udostępniła firma BEiKS.
Przed kamerą w części testów wystąpiła Kaja.

Budowa i ergonomia

Panasonic GH5 jest bardzo podobny do swojego poprzednika. Do tego stopnia, że spora część akcesoriów do GH4 będzie do niego pasować. Jeśli chodzi o zmiany, to z korpusu zniknęła wbudowana lampa błyskowa, a przycisk nagrywania jest teraz na górnej ściance. Uchwyt sprawia  jeszcze solidniejsze wrażenie, tak jak zresztą i cały korpus. Co nie znaczy, że GH4 wyglądał mało solidnie, po prostu GH5 wygląda w porównaniu z nim, jakby trochę pochodził na siłownię. „Zwiększenie masy” jest zresztą faktem – nowy Panasonic waży 725g, o 165g więcej od poprzednika.

Rozkład pokręteł i przycisków jest w zasadzie wzorcowy – wszystko jest tam gdzie każdy filmujący aparatami użytkownik by się tego spodziewał. A jak czegoś brakuje, można zaprogramować przycisk funkcyjny.

Miłą zmianą jest też użycie pełnowymiarowego portu HDMI. Doceni to każdy, kto kiedykolwiek korzystał z urządzeń z podatnym na wypadanie mikro HDMI.

Menu

Menu nie zaliczyło dużych zmian w porównaniu z GH4. Wizualnie wygląda tak samo, a ewentualne zmiany w większości wynikają z obecności nowych funkcji, które gdzieś trzeba było ulokować. Mnie osobiście najdłużej zajęło dokopanie się do ustawień stabilizacji, ale nie zmienia to faktu, że ogólną czytelność i przejrzystość menu oceniam bardzo dobrze. Zresztą prawda jest taka, że o ile nie jesteśmy testerami, którzy co chwila zmieniają tryb nagrywania, to nie będziemy do menu zaglądać zbyt często, bo wszystko co ważne jest pod ręką na korpusie.

Wizjer i ekran

Zarówno ekran, jak i wizjer elektroniczny są bardzo dobrej jakości i naprawdę trudno się do czegokolwiek przyczepić. A do tego mechanizm przełączania się z jednego na drugi działa rozsądnie i nie przejawia znamion nadgorliwości, tak jak te w Sony (które chronicznie gaszą ekran w najmniej odpowiednich momentach). Ekran jest oczywiście uchylny, tak jak w praktycznie każdym aparacie serii G i GH. Mechanizm dotykowy działa dobrze. W deszczu go co prawda nie testowałem, ale zmarznięty po dwóch godzinach filmowania na dworze palec rozpoznał bez problemu.

Bateria

Wydaje mi się, że czas pracy na baterii w Panasoniku GH5 jest minimalnie gorszy niż w poprzednikach, ale nadal są to wartości znacząco przewyższające cokolwiek, co ma do zaoferowania konkurencja. Nigdy nie zrobiłem pełnego testu nagrywania ciągiem, ale podczas jednej z sesji nagraniowych, po zarejestrowaniu 80 minut materiału (około 1/3 w 4K) bateria nadal pokazywała połowę pojemności. Wydaje się więc, że wartości w okolicach 2 godzin materiału 4K na jedną baterię są absolutnie do osiągnięcia.

Na marginesie dodam, że GH5 odczytuje całą matrycę i skaluje ją programowo zarówno w 4K, jak i w HD, więc tryb nagrywania będzie mieć w jego przypadku mniejszy wpływ na żywotność baterii niż w innych urządzeniach. Ale o tym więcej w dalszych sekcjach testu.

Aparat ani razu się nie przegrzał podczas nagrań, ale momentami temperatura obudowy była zauważalnie wyższa od pokojowej. Do temperatur osiąganych przez Sony A6300 daleko, ale żaden poprzedni GH aż tak się nie grzał. Wzrost możliwości ma, jak widać, swoją cenę.

Muszę też niestety wspomnieć o jednej wpadce. Podczas jednego z testów aparat rozładował mi się do zera po nagraniu może pół godziny materiału na dworze w temperaturze około 7°C. Co ciekawe, byłem z nim na zewnątrz kilkukrotnie, w tym przy niższych temperaturach, i taka wpadka zdarzyła się tylko ten jeden raz. Zakładam że może to być jakiś problem z oprogramowaniem w przedprodukcyjnym egzemplarzu, więc traktuję tę sytuację jako wyjątek. Niemniej z kronikarskiego obowiązku o niej wspominam.

DaVinci

Strony: 1 2 3 4 5