Powszechnie przyjęte oraz zgodne ze słownikami i prawidłowe jest mikrofonowanie oraz mikrofoniarz, jako osoba pracująca mikrofonem. Z własnej obserwacji i rozmów z kolegami zauważyłem, że część z nich używa słów pochodnych od tyczki, choć wielu jest w opozycji do tego.

A może powszechnie tyczkarz wzięło się od angielskiego “boom operator”? Kwestie językowe zostawimy z boku, a zajmiemy się tym, jak używać tyczki, czyli jak mikrofonować.

Jest to dość trudne i wymagające zajęcie. Trzymanie tyczki w górze przez kilka dobrych chwil da się dość mocno odczuć na rękach. Dodatkowo tyczka przeważa siebie i nas znacznie w jedną stronę. Gdyby mało było nam atrakcji to każdy ruch dłoni po tyczce potrafi “wybrzmieć” w mikrofonie. A, i jeszcze trzeba przejść 10 metrów za aktorem… Ci co się już zmęczyli, ale się nie poddają mogą obejrzeć film przygotowany przez firmę Apurture.

Na powyższym filmie mamy przestawione jak operować tyczką. Trzymanie tyczki nad głową, równolegle do podłoża w filmie nazwane jest pozycją “H”. Pozycja ta jest chyba najczęściej praktykowana i zarazem najbardziej obciążająca mikrofoniarza. Druga opisana pozycja nazwana “bench press” – “wyciskanie” przypomina ułożeniem rąk popularne ćwiczenie z siłowni. Przy tej pozycji mniej obciążamy mięśnie, mamy możliwość przejścia do pozycji “H” a mikrofon pozostaje dalej nad głową bohatera. Kiedy warunki oświetleniowe nie pozwalają, w filmie chłopaki zalecają pozycję “scooping” – “czerpanie”. Tutaj tyczkę trzymamy, mając ręce na wysokości klatki piersiowej a mikrofonem “łapiemy” od dołu unikając cieniowania bohatera. Kiedy sceny są długie i jest mniej ruchu bohatera możemy wybrać bardziej “komfortową” pozycję kiedy tyczka spoczywa na ramionach – “schoulder rest”. Bardzo rzadko będzie można coś nagrać trzymając tyczkę w pionie opartą o podłoże. Chłopaki nazywają to “vertical rest”. A na koniec w przerwach, pomiędzy ujęciami po prostu możemy odstawić tyczkę do “boom box’a”, nie szukając kawałka ściany w pobliżu.

Dla tych co wytrwali i mają jeszcze siły dodam, że powyższy film jest punktem wyjścia. Metodę pracy trzeba dobrać w zależności od tego co kręcimy i w jakich warunkach. Przy krótkich ujęciach nie ma większego problemu, ale wyobraźcie sobie godzinne mikrofonowanie przy dokumencie, gdzie cała rozmowa nie jest w żaden sposób wyreżyserowana, odbywa się na zewnątrz a bohaterowie spacerują całkowicie spontanicznie.

A na koniec proponuję obejrzenie dwóch filmów:

Kto został? 😉