Marek Kędzierski – Krótki filmik z wakacji w Tajlandii – zerknąłem, bo nowy. Cóż, niewiele można powiedzieć o filmie, poza tym, że widać, autor zaczynał romans z filmem od fotografii. Prawidłowe naświetlenie, dobre wykorzystanie obiektywu. Tylko filmu nie ma.

Wykorzystanie zakresu tonalnego i ostrość są najmocniejszą stroną filmu. Trochę mało. Obiektyw portrecistów i przyrodników, Helios 77m-4 (50mm f1.8) sprawdził się i nawet mimo dosyć mocnego wyostrzania (może trochę za mocnego) zachował charakterystyczny miękki, cyrkularny bokeh. Jednak jeśli już Autorowi udało się na maksa wycisnąć wyrazistość, to powinien być konsekwentny i usunąć kadry o gorszym rysunku (0:44) bo od razu rzucają się w oczy.

Kadry są fotograficzne, ale przy takich statycznych ujęciach zwracałbym większą uwagę na horyzont, szczególnie nad morzem (3:10) – nie ma pochyłych oceanów. Kadrowanie nie jest zbrodnią, a zapas rozdzielczości w zapisie cyfrowym jest wystarczający, by swobodnie korygować w postprodukcji geometrię ujęcia. Czasami wystarczy obrócić o 2 stopnie, powiększyć o 5% i mamy klatkę jak z kalendarza.

Nie do końca rozumiem zastosowane przejścia między ujęciami, te zoomowne skoki. Ani nie mają uzasadnienia w klimacie filmu – spokojny i nostalgiczny, ani w muzyce – strojenie gitary połączone z plimplaniem, a przejścia  jak z filmu o kierowcach Formuły 1 pod ostre techno. Czyli – albo źle dobrane, albo ujęcia między nimi za długie i zbyt spokojne.

Film w ostateczności zaliczyłbym do kategorii pamiątka z wakacji, ale niestety na tym odcinku też kuleje – osoba, która na tych wakacjach jest, występuje od tyłu (1:56, 2:13, 2:48 i 3:29).

Na filmie ciąży również również archaiczne rozumienie koloru – nie można nic mu zarzucić poza tym, że jest do bólu prawidłowy. Dygitalizacja fotografii spowodowała bardzo duże zmiany w pojmowaniu barwy w technikach wizualnych i ograniczenie się tylko do ich rejestracji dawno odeszło do lamusa. Kolor to przede wszystkim klimat i nastrój, a nie dokumentacja zakresu widma odbitego światła. Tak zwany kolor naturalny dobrze sprawdza się, kiedy mamy w kadrze wyjątkową grę świateł i cieni. Kiedy światło mamy słabe – płaskie i niewymodelowane, kolor naturalny jest nudny i nieciekawy.

Z ciekawości zerknąłem na inne filmy, których autorem jest Marek Kędzierski. Wygląda na to, że Autor pokazał nam swoje najsłabsze dzieło. A szkoda, bo jak kto nie jest tak ciekawski jak ja, to odniesie wrażenie, że jedyne co potrafi Marek to sprawne naświetlenie matrycy. A tak nie jest. Polecam zatem spuszczenie zasłony miłosierdzia na “Tajlandię” i obejrzenie sesji modelkowych czy też pozostałych filmów krajoznawczych (krajobrazowych właściwie) – znacznie ciekawsze i lepiej zrobione.

Recenzja w oparciu o wpis z forum videodslr.pl