Co bardzo kręci filmowców to URSA Mini od BlackMagicDesign. Pomijając jej możliwości i jakość obrazu, atutem tego sprzętu jest cena. Ale jest jeden haczyk – konieczność korzystania z bardzo drogich kart C-fast.

By w pełni korzystać z możliwości URSA Mini trzeba nagrywać na szybkich kartach – minimum 500 MB/sek (zapis/odczyt), ceny tych kart zaczynają się od ponad 2 000,00 zł, choć są takie za 4 600,00. Bolesne, szczególnie, że kupując URSA Mini dużo zaoszczędziliśmy w porównaniu z konkurencyjnym sprzętem i nawet w komplecie dostajemy DaVinci Studio (luzem program kosztuje ok. 4 000,00 zł). Problem kart C-fast nie jest więc wydumany, a jest wręcz znaczącą pozycją w naszym budżecie. (Za 2 000,00 można już coś istotnego kupić do naszego zestawu filmowego)

Na szczęście, zagadnienie to spędzało sen z powiek wielu filmowcom na całym świecie. I nie ma to jak ludzka inwencja i innowacyjność homo sapiensa!

Zamieńmy drogie c-fast dyskiem SSD! – koszt blisko 10-krotnie mniejszy, przy tych samych możliwościach (SSD z zapisem/odczytem 550MB/sek – od 400,00 zł)

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. C-fast i SSD korzystają z innego prądu. Proste podłączenie kabelkiem przez “ślepe C-fast” jest niemożliwe, bo albo nic z tego nie wyjdzie, albo spalimy SSD.

Zmyślni konstruktorzy DIY poradzili sobie z tym problemem. Pisaliśmy już o jednym rozwiązaniu rok temu. Niestety mało budżetowym. Polecamy zatem kilka rozwiązań “na naszą kieszeń”.

Oczywiście wszelkie przeróbki sprzętu musicie robić na własną odpowiedzialność. Oglądajcie więc dokładnie i sami zdecydujcie, czy podejmiecie się zastosować, któreś z poniższych rozwiązań. 

Na początek pomysł Alexandra Schrott’a ze SCHROTTfilm, rozwiązanie za 85 €:

Kolejne rozwiązanie rodem z Bollywood, czyli od youtubera-filmowca TechBangTheory:

Na koniec rozwiązanie João Felipe Khury:

(źródło: cinescopophilia.com)