Po niemal równo roku od zapowiedzi, aparaty kompaktowe serii Nikon DL jednak nie trafią na rynek. Jednego z nich naprawdę nam szkoda.

1-calowa matryca od jakiegoś czasu staje się popularnym standardem. Łączy w sobie sensowną jakość obrazu i możliwość sparowania z długimi zoomami, przy zachowaniu rozsądnych rozmiarów. Znajdziemy ją w coraz większej liczbie kamer 4K oraz w aparatach kompaktowych, które jakością obrazu mają się odczuwalnie odróżniać od smartfonów. Swoje urządzenia w tym segmencie oferują Canon, Sony i Panasonic. Nikogo zatem nie zdziwiło, gdy rok temu usłyszeliśmy o planach wypuszczenia całej serii 1-calowych kompaktów Nikon DL. Tyle tylko, że nic z tego nie wyszło i linię tę oficjalnie wycofano.

Powód jaki podaje producent to problemy z procesorem odpowiedzialnym za przetwarzanie obrazu. Przypomnijmy, że seria Nikon DL, miała składać się z trzech modeli różniących się obiektywami. Wszystkie miały filmować w 4K. Dostępne zakresy ogniskowych (ekwiwalenty) oraz jasności to:

  • 24-500mm f/2,8-5,6
  • 24-85mm f/1.8-2.8
  • 18-50mm f/1,8-2,8

O ile dla pierwszych dwóch bez większych problemów znajdziemy zastępstwa w ofercie konkurencji, o tyle Nikona DL 18-50 naprawdę mi szkoda. Dzięki niekonwencjonalnemu zakresowi ogniskowych (od ultraszerokokątnych 18mm to „standardowych” 50mm), aparat ten mógł stać się idealnym kompanem wypraw w góry czy też alternatywą dla kamer sportowych na lekki gimbal. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że przynajmniej pomysł 1-calowego kompaktu z takim zakresem ogniskowych nie zostanie zarzucony i ktoś z innych producentów podejmie wyzwanie.