Ocena redakcji

Ładne, ale nie wiadomo o czym. Wysokie notowania za realizację

9.5
Praca kamery
9.5
Postprodukcja
10
Muzyka

Artur Szymocha – My Struggle – nieźle zrobiony film. Nie do końca wiem o czym jest, ale jeśli chodzi o realizację – trafiony. Ładne kadry, konsekwentny ruch kamery, niezłe opanowanie aktorów (albo umiejętna obserwacja ich zachowań). Dobra muzyka autorstwa Ólafura Arnaldsa – ma swój klimat, odpowiednia do tematu, epicka a jednocześnie nie przekraczająca granicy między dostojnością a pompatycznością. Film obejrzałem z przyjemnością ze względu na formę.

Niestety mam pewien niedosyt treści. Bo niby coś mi tam świta, ale nie jestem tak zupełnie pewny czy rozumiem Artura. Praca trochę przypomina artystowskie prace offowe – impresję ukazującą przede wszystkim sprawność w rzemiośle filmowym – coś ładnie pokażemy, podbijemy nastrój odpowiednią muzyką, a o czym to będzie – to już niech każdy sobie zinterpretuje. Czyli właściwie niczego się nie dowiadujemy z filmu poza tym, że Artur Szymocha robi ładne obrazki i ma wyczucie smaku w doborze muzyki. Trochę za mało. Szczególnie, że realizator bardzo się stara, by wyjść poza “showreel”. W filmie mamy montaż, określony układ scen, dobrane ujęcia, co wyraźnie wskazuje na większe ambicje niż tylko pokazanie swoich umiejętności. Mimo tych starań brakuje mi jakiejś konkluzji na koniec – jeśli  “Moja Walka” – bo tyle znaczy tytuł, to chciałbym wiedzieć: o co ta walka? dlaczego? po co bohater walczy? albo przynajmniej czy ta walka coś dała – sukces czy może porażkę.

Jest taka maniera u twórców, filmowych czy fotograficznych: nic nie powiem, niech się domyślą z samego obrazu. Pokutuje tu niestety często nadużywane przekonanie, że obraz zastępuje tysiąc słów. Z własnego doświadczenia wiem, że to tylko zgrabny bon mot, pusty banał, który nic nie znaczy. Obrazem nie przekażemy wszystkiego. Istotny jest kontekst i nasza wiedza o tym, co na obrazku się znajduje. Istotne jest określenie bohatera, istotne jest też określenie tła. Sam film, jego warstwa realizatorska jest tylko mniej lub bardziej umiejętną wizualizacją zamysłu autora, ale o co mu tak naprawdę chodzi, nikt nie jest w stanie powiedzieć (poza samym autorem). Człowiek komunikuje się z otoczeniem na wielu płaszczyznach, obraz jest jednym z nich. Mamy jeszcze słowo, pisane lub mówione. Obraz możemy sobie dowolnie interpretować, domyślać się co przedstawiają kadry, ale w ten sposób autor sam redukuje się do roli posłańca – jedynie przekazuje co zarejestrowała kamera, a potrzebny jest twórca – czyli ktoś, kto z różnych środków wyrazu, obrazu, dźwięku, muzyki, słów – kawałków rzeczywistości lub kawałków kreacji opowie nam jakąś historię lub zabierze głos w jakiejś sprawie. I wtedy po obejrzeniu, pomyślimy sobie: “Aha!”, albo: “No,no”, lub: “Kto by pomyślał?!”., a tak mamy: “No ładnie, ale o co chodzi?”.

Film recenzowny na podstawie pracy umieszczonej dziale forum videodslr.pl:
Prezentacje » Nasze prace – fabuły, dokumenty, reportaże, teledyski, reklamy