Jakiś czas temu porzuciłem filmujące lustrzanki i rozpocząłem regularną pracę na bezlusterkowcu. Zauważyłem, że dość szybko zmieniło to moje poglądy na kilka spraw…

Właśnie z tych obserwacji zrodził się niniejszy, nie do końca poważny felieton o objawach pracy na bezlusterkowcu. Zaczynamy.

1. Wiesz wszystko o adapterach

W czasach posiadania i pracy na lustrzance sprawa była prosta. Aparat ma bagnet [tu wstaw nazwę], więc obiektyw też musi mieć ten bagnet. Kropka. Zaawansowani użytkownicy wiedzieli, że niektóre stare „analogowe” obiektywy też się da podłączyć i że adapter może być z chipem lub bez. I tyle w temacie. A potem człowiek się przesiada na aparat bez lustra i nagle okazuje się, że adapter może być:

A wszystko to na praktycznie każdy istniejący od zarania ludzkości system lustrzankowy lub dalmierzowy. Poniższa rycina poglądowo prezentuje stan mentalny filmowca pracującego na bezlusterkowcu po zgłębieniu całej tej dodatkowej wiedzy.

2. Wizjery optyczne wydają ci się technologią rodem z XIX wieku

Serio, po co komu wizjer, który nie ma zastosowania w filmowaniu? Nawet do kamer na taśmę mocuje się przystawki zmieniające wizjer optyczny w elektroniczny, z którego sygnał można rozgałęzić i pokazać reżyserowi i operatorowi, uwaga, to ważne, naraz. Niesamowite. A przecież w kamerach na taśmę wizjer optyczny działa, czego o filmujących lustrzankach powiedzieć nie można. Najmniej z całej sytuacji zapewne zadowolona jest firma Zacuto i inne produkujące kosmicznie drogie zewnętrzne wizjery elektroniczne.

A nawet jeśli nie filmujecie, tylko robicie zdjęcia, to szybko docenicie możliwość pozbycia się idiotycznego odruchu zerkania na ekran po każdej ekspozycji. Mi zajęło to dwa tygodnie i do ery kamienia łup… znaczy wizjerów optycznych wracać nie zamierzam.

3. Zapomniałeś co to front- i backfocus oraz odkryłeś, że można ustawiać ostrość manualnie i nie umrzeć

Jeśli tak jak niżej podpisany, pierwszy filmujący aparat kupiłeś/aś za własne ciężko zarobione pieniądze, to zapewne nie był to najdroższy pełnoklatkowy korpus z zestawem topowych obiektywów. W moim przypadku pierwszym krokiem po zakupie body było zaprzyjaźnienie się z ofertą obiektywów tzw. producentów niezależnych, nota bene ciekawszą niż ta markowa. Z filmem oczywiście problemów nie było, ale przy próbie zrobienia zdjęcia zaczął się zwyczajowy cyrk – mikrokalibracja, wysyłanie body z obiektywem na tydzień do serwisu, wysyłanie body z drugim obiektywem na tydzień do serwisu, wskutek czego z pierwszym przestało działać i tak dalej.

Ostatnio pożyczyłem mojego bezlusterkowca z jasnym, manualnym, długoogniskowym obiektywem osobie niemającej pojęcia o fotografii. Pokazałem jak działa peaking i gdzie się włącza powiększenie środka kadru. Wszystkie zdjęcia były ostre, a użytkowniczce brak jakiegokolwiek autofokusa ewidentnie w niczym nie przeszkadzał.

4. Lustrzanka nagle wydaje się jakaś taka niepotrzebnie duża i ciężka

W pierwszym momencie oczywiście jest na odwrót. W moim plecaku na sprzęt lustrzanka idealnie mieściła się w przegródce na aparat. Bezlusterkowiec z małym obiektywem ma tyle luzu, że zmieściłbym go tam dwa razy i zostałoby miejsce na parę ciepłych skarpet i piersiówkę.

Szybko jednak uznałem kompaktowy rozmiar w bezlusterkowcu za ogromną zaletę. W plecaku mieści się jeden obiektyw więcej, a gimbal nie musi mieć udźwigu dostosowanego do średnio spasionego jamnika (york wystarczy). Gdyby tak jeszcze bateria trzymała tyle co w lustrzance, to byłbym spełnionym człowiekiem i mógłbym z czystym sumieniem rzucić pisanie felietonów i zająć się pędzeniem bimbru w Bieszczadach…

5. Nie wiesz jak mogłeś żyć bez ruchomego ekranu

Jak wszem i wobec wiadomo, profesjonalna lustrzanka nie może mieć ruchomego ekranu. Nie wiem kto i kiedy to ustalił, ale rzesze domorosłych ekspertów wywołujących gównoburze na forach internetowych nie mogą się przecież w tej kwestii mylić.

Na szczęście firmom produkującym bezlusterkowce chyba nikt tego nie powiedział, bo praktycznie wszystkie nadające się do filmowania modele mają ekran pozwalający przynajmniej na odchylanie w górę i w dół. Koniec czołgania się po ziemi, żeby nagrać ujęcie z żabiej perspektywy. Niesamowite!

6. Masz brudną matrycę

Albo będziesz miał. Ewentualnie już miałeś. I będziesz mieć znowu szybciej niż się spodziewasz. Tego jednego na serio nie rozumiem – czemu po wyłączeniu zasilania migawka nie może zasłonić matrycy, tak jak to miało miejsce w lustrzankach, aparatach analogowych, camera obscura i w zasadzie wszystkim od czasów Mojżesza i dinozaurów? Ewentualnie, czemu nie ma jakiegoś prostego, mechanicznego elementu na sprężynie, który zakrywałby sensor w momencie „odkręcania” obiektywu? Cóż, pewnie nie zmieściłby się w wychwalonym przeze mnie przed chwilą pod niebiosa małym i lekkim korpusie.

Na szczęście całość można rozwiązać… odpowiednim adapterem (patrz punkt 1), który zamocowany na stałe co prawda ograniczy nam listę możliwych do podłączenia obiektywów, ale swoim układem optycznym ochroni sensor. Ach ta technologia…

A Wy macie jakieś swoje doświadczenia i „symptomy” pracy na bezlusterkowcu?