Weekend majowy za pasem, można więc zająć się czymś lżejszym i puścić wodze fantazji – czyli opisać swój wymarzony sprzęt filmowy.

W tytule znalazło się też „odcinek 1” gdyż chciałbym aby docelowo swój wymarzony sprzęt filmowy opisało więcej osób. Zanim jednak rozpiszę się nad tym jak miałoby to wyglądać, zacznę od siebie. Przykład jest zawsze lepszy od tłumaczenia.

Jak wiadomo, producenci wypuszczają różne produkty, przeznaczone dla różnych grup użytkowników. Często jednak ich wyobrażenie o tych grupach nie pokrywa się, na przykład, ze stanem faktycznym w naszym kraju. Swoje robią też mityczni „korporacyjni księgowi” okrawający tańsze produkty z newralgicznych cech tylko po to, by móc za nie skasować więcej w analogicznym produkcie z etykietką „dla profesjonalistów”.

Pomyślałem, że w kontekście tego wiecznego niedosytu i czekania na kolejne generacje kolejnych aparatów i kamer, opisanie jak miałby wyglądać mój wymarzony sprzęt filmowy będzie dobrą odskocznią i bardziej pozytywną formą feedbacku niż marudzenie na brak tego czy tamtego przy pisaniu aktualności i testów.

Przyjąłem, że korzystać będę z istniejących na rynku komponentów i technologii, bo na papierze każdy może sobie wymarzyć super matrycę i kodeki przeczące prawom fizyki i teorii informacji. A nie do końca o to w tym wszystkim chodzi…

Tyle tytułem wstępu, ruszamy. Poniżej – wymarzony sprzęt filmowy redaktora Andrzejewskiego 🙂

  • Matryca
    Przez lata byłem gorącym zwolennikiem formatu Super35 jako rozsądnego kompromisu między plastyką obrazu, a zapanowaniem nad głębią ostrości i ostrzeniem. Ostatnie premiery takie jak Red Weapon 8K czy Alexa 65 pokazują jednak, że profesjonalna kinematografia ucieka pomału w kierunku większych przetworników. Nie widzę zatem powodu żeby za nią nie pogonić.
    Moim wyborem w związku z tym jest pełnoklatkowa stabilizowana matryca z Sony A7s mk II. Monstrualny zapas czułości i rozpiętości dynamicznej to coś, co przyda się w każdej kamerze. Gdybym mógł coś zmienić, to postawiłbym na 16-bitowe przetworniki analogowo-cyfrowe oraz usprawnił chłodzenie i szybkość odczytu. Niemniej nawet w obecnej wersji jest to świetny i nie kosztujący majątku sensor. Nie pogardziłbym też zastąpieniem kilkuset pikseli czujnikami fazowego autofokusa, tak jak ma to miejsce w A7r mk II i A6300.
  • Bagnet
    W tym przypadku zostałbym przy tym, co domyślnie oferowane jest z matrycą czyli Sony E. Dlaczego? Głównie dlatego, że jestem głęboko przekonany iż prędzej czy później pojawią reduktory ogniskowych (speedboostery) pozwalające montować obiektywy średnioformatowe do tegoż bagnetu i pełnoklatkowych matryc. Tym samym plastyka negatywu 70mm i Alexy 65 będzie na wyciągnięcie ręki. Poza tym do Sony E podłączymy praktycznie wszystko co do tej pory stworzył człowiek, w niektórych przypadkach wręcz dodając przy okazji autofocus do obiektywów, które od zawsze były manualne.
    W miarę możliwości nie pogardziłbym też wbudowanymi filtrami szarymi. Tyle że typowe 2/4/6 EV przy tego typu matrycy absolutnie nie ma sensu. Wolałbym 3/6/9 EV.
  • Kodek
    Mój pierwszy wybór to REDcode, czyli system zapisu skompresowanych plików RAW, który znajdziemy w każdej „czerwonej” kamerze. Możliwość regulacji stopnia kompresji oraz wygoda pracy na praktycznie każdym systemie montażowym i możliwości jakie oferuje zapis surowych danych z matrycy są nie do przecenienia. Oprócz tego na pokładzie przydałoby się kilka kodeków do zapisywania zdebayerowanego materiału, na wypadek gdyby zlecenie wymagało szybkiego montażu. Poza kilkoma wariantami jakiegoś mocniej skompresowanego h.264/4:2:0/8bitów (na potrzeby np. nagrania 8-godzinnej konferencji) pod maską znaleźć się powinno XAVC znane z Sony FS7, które oferuje rozsądnej wielkości pliki w 4:2:2 i 10 bitach na kanał. Chętnie przywitałbym też na pokładzie Canonowskie XF AVC, szczególnie jego wariant zapisujący HD w 4:4:4 i 12 bitach na kanał przy stosunkowo rozsądnej przepływności 225Mbit/sek.
  • Tryby nagrywania
    Zakładając, że matryca tyle „wykręci” to nie obraziłbym się za prędkości do 100kl/sek w 4K. Jeśli nie, to i 50kl/sek będzie ok. A do tego HD w 120-180kl/sek ciągłego zapisu i jakiś pośredni tryb odczytujący 1:1 środkowy wycinek matrycy o rozmiarze Super35 i rozdzielczości około 2,5K. Ponieważ mówimy o rawach, dobrze byłoby też móc odczytać pełne 4,2K jakie sensor oferuje oraz mieć tryby pracy na jego wycinku o proporcjach 4:3, 16:9, 1,85:1 oraz 2,37:1.
  • Profile obrazu
    Oprócz standardowych rzeczy typu Rec.709 chciałbym żeby mój wymarzony sprzęt filmowy miał na pokładzie obie wersje canonowskiego C-loga oraz log-a Blackmagic Design, z którym również pracuje się bardzo przyjemnie. Profile logarytmiczne powinny być dostępne od najniższej czułości, nawet jeśli oznaczałoby to obcięcie rozpiętości dynamicznej o 1 czy 2 EV, byle tylko użytkownik był o tym informowany.
  • Nośnik danych
    W tym przypadku optymalne wydaje mi się rozwiązanie, które w swoich rejestratorach stosuje Atomos, tzn. specjalne obudowy na dyski, do których użytkownik sam kupuje nośnik bez płacenia marży za logo na nim. W tym przypadku rozsądnym kompromisem między ceną, szybkością zapisu oraz fizycznymi rozmiarami jest dla mnie standard mSATA. Sloty na tak powstałe „karty” oczywiście dwa. Miło by było móc zapisywać równolegle na przykład pliki RAW na jedną kartę, a jakieś lekkie proxy z położonym LUT-em na drugą. Niemniej jeśli ma to oznaczać nadmierne grzanie się urządzenia to jestem skłonny odpuścić ten bajer.
  • Obudowa
    Niezbyt duża, coś w gabarytowych okolicach Sony FS5 czy Canona C100. Zasilanie z rozsądnej wielkości baterii (najchętniej Sony NP-F), dwa wejścia XLR, wejście/wyjście timecode, oraz HDMI i HD-SDI do podłączenia zewnętrznego wizjera lub monitora dla ekipy. Jako że wewnętrznie zapisujemy rawy, to na monitor wystarczy HD.
    Nie jestem fanem magicznych dźwigienek z lewej strony obudowy do obsługi „wzmocnienia” i balansu bieli, wolałbym gripa z dwoma kółkami, joystickiem i kilkoma przyciskami pod prawą ręką – takiego żywcem wymontowanego z Canona 5d3 czy Panasonica GH4, tyle że obrotowego jak w C300 czy FS7. Całość uszczelniona, z przodu na dole gniazda na rurki 15mm pod akcesoria żeby się nie trzeba było obciążać głupotami typu base plate.
    Do obudowy poproszę opcjonalny „zestaw do pracy z ręki” składający się z naramiennego „pada” z przeciwwagą (w formie dużej baterii), przedłużki do gripa (jak w FS7 czy Varicamie LT) oraz elektronicznego wizjera.
  • Ekran
    Po pierwsze – matowy. Po drugie dotykowy (z myślą o autofocusie). Po trzecie – nie jakieś nędzne 3 cale i „milion punktów” (ta liczba oznacza subpiksele R,G i B więc  marketingowe „921 tys punktów” realnie oznacza 640×480) tylko tak ze 4,5” i niech ma te 720p. Niech będzie rozkładany i obracany jak w GH4 czy 80d, z mocowaną na magnesy osłoną słoneczną i akcesoryjną lupą (a la te w FS100 czy FS700).
  • Inne
    Poza filmowaniem zdarza mi się hobbystycznie robić zdjęcia. Nie obraziłbym się zatem, gdyby urządzenie miało najzwyklejszy w świecie tryb fotograficzny pozwalający zapisać pojedynczą klatkę jako, na przykład, plik DNG. Do kompletu przydałby się programowy interwałometr do timelapsów oraz gorąca stopka, żeby w razie konieczności móc wyzwolić zewnętrzną lampę błyskową (o ile się da przy rolling shutterze), a przy filmowaniu posadzić tam mikrofon lub nakamerowego LED-a jeśli sytuacja tego wymaga.
  • Na czym mi nie zależy?
    Nie ma czegoś takiego jak „kamera do wszystkiego”, warto zatem uświadomić sobie, które parametry nie są dla nas istotne. W moim przypadku są to: global shutter (fajnie by było jakby był, ale technologia produkcji matryc potrzebuje jeszcze kilku lat żeby dodanie global shuttera nie odbijało się na szumach i rozpiętości dynamicznej), duże wartości slow motion oraz, do pewnego stopnia kompaktowość – nie zamierzam tego sprzętu wsadzać na drona ani biegać godzinami ze stedicamem. Choć wielkich „krów” również nie lubię. Nie wymagam też autofocusa, który całą robotę zrobi za mnie. Czasem jest to miły dodatek, ale po latach manualnej pracy i tak nie byłby w stanie w pełni mu zaufać. Poza tym najczęściej pracuję w niewielkich ekipach, więc multum wyjść podglądowych i streamingowych oraz współpraca z zaawansowanymi generatorami sygnałów także nie są mi potrzebne.
  • Ile to powinno kosztować?
    Marzyć sobie można i papier cierpliwie wszystko zniesie, warto zatem odpowiedzieć sobie na pytanie, ile by taki wymarzony sprzęt filmowy mógł kosztować. Abstrahując od licencji na kodeki (bo ich cen zwyczajnie nie znam) wydaje mi się, że w polskich warunkach akceptowalna cena to około 20 tys. pln brutto. Oczywiście jeśli da się taniej, to chętnie, ta wartość to raczej górna akceptowalna dla mnie granica.

Miło tak sobie pomarzyć 🙂

Szanse na realizację tych marzeń co prawda są bliskie zera (chyba że jakiś dyrektor Sony czy Blackmagica regularnie czyta nasz portal tylko nie chce się przyznać), ale i tak uważam tę zabawę za wartościową – pomaga uświadomić sobie własne potrzeby oraz możliwości oferowane przez poszczególne elementy różnych istniejących na rynku rozwiązań.

Z tego też powodu zachęcam do spróbowania sił i opisania jak powinien wyglądać Wasz wymarzony sprzęt filmowy. Nie musi być tak obszernie jak powyżej. Jeśli znajdzie się kilka ciekawych tekstów, będę z nich robił kolejne odcinki tego cyklu. Może ktoś decyzyjny to kiedyś przeczyta. A nawet jeśli nie to przynajmniej my sami będziemy się lepiej rozumieć.

Własne wymarzone konfiguracje przysyłajcie na mojego redakcyjnego maila albo po prostu napiszcie w komentarzach.