Blackmagic Design Ursa Mini Pro to w dużym skrócie skrzyżowanie istniejącej Ursy Mini z kamerą reporterską. Połączenie filmowego obrazu i ergonomii, z którą da się żyć.

Pierwsza kamera marki Blackmagic Design została zapowiedziana niemal równo 5 lat temu. Miałem okazję realizować materiał jednym z pierwszych egzemplarzy w Polsce, gdy urządzenie to po dłuuuugiej obsuwie trafiło w końcu na rynek. Pamiętam refleksję, jaką miałem po zdjęciach: „dobrze kombinują, ale muszą zrozumieć, że kamera nie może wyglądać i działać jak skrzyżowanie iPhone-a z cegłówką – ma być czarna, matowa, kanciasta i mieć mnóstwo przycisków”. 5 lat później Blackmagic Design w końcu to zrozumiał. Przed Wami Ursa Mini Pro.

Jeśli nazwa i pewne elementy wyglądu wydają się znajome, to nie pomyliliście się. Ursa Mini Pro bazuje na matrycy i kilku innych podzespołach znanych już z Ursy Mini 4.6K. Tyle tylko, że teraz całość zapakowano w dopracowaną ergonomicznie reporterską obudowę. Tym samym użytkownik dostaje w jednym „opakowaniu” zarówno filmową kamerę oferującą RAW-y w 4,6K z prędkością do 60kl/sek, jak sprzęt do reportażu ze wszystkimi potrzebnymi do tych zastosowań elementami.

Najważniejsze cechy nowego Blackmagica przedstawiają się następująco:

  • Matryca Super35 o rozdzielczości 4,6K i deklarowanej rozpiętości dynamicznej 15EV (ta sama co w Ursie Mini)
  • Zapis materiału RAW oraz wszystkich odmian ProResa (w rozdzielczościach od HD do 4,6K) z całej matrycy z prędkościami do 60kl/sek
  • Zapis materiału RAW oraz wszystkich odmian ProResa w HD/2K ze środkowego wycinka matrycy z prędkościami do 120kl/sek
  • Wymienny bagnet
  • Zapis do 4 kanałów dźwięku (48kHz / 24bit)
  • Dostępne bagnety: Canon EF, Arri PL (ze stykami pozwalającymi na komunikację z wybranymi obiektywami), B4 (z optyką korygującą rozmiar koła obrazowego do pracy w trybie HD/2K ze środka matrycy) oraz Nikon F (z bezstopniowym popychaczem przysłony – ma być dostępny w połowie roku)
  • Wbudowane filtry szare (0/2/4/6 EV)
  • Autofokus z obiektywami, które go oferują
  • Zapis na kartach CFast i/lub SD (obsługiwane są standardy prędkości aż do UHS-II)
  • Cztery gniazda kart pamięci (2x CFast, 2x SD)
  • Opcjonalny moduł pozwalający na zapis materiału na dyskach SSD mocowany z tyłu między kamerą a baterią
  • 4-calowy dotykowy ekran oraz opcjonalny elektroniczny wizjer
  • Obsługa LUT-ów dla monitora, focus peaking, zebra, histogram, wyświetlanie poziomów audio i kompletu informacji o nastawach kamery (włącznie z pozycją filtra szarego)
  • Przyciski i pokrętła do kontroli wszystkich potrzebnych parametrów nagrywania i pracy (często zdublowane dla bezpieczeństwa na wypadek uszkodzenia)
  • Poprawiony (dokładniejszy) wewnętrzny zegar kodu czasowego
  • Nowy, lepszy wbudowany mikrofon stereo
  • Głośnik umieszczony na wysokości ucha do pracy w trybie naramiennym
  • 1 wejście i 2 wyjścia SDI obsługujące standardy od HD-SDI (1,5G) aż do 12G-SDI
  • 2 wejścia XLR, 1 wyjście słuchawkowe mini jack
  • Gniazdo Tri-Sync/Black Burst/Timecode (na złączu BNC)
  • 2 wejścia LANC
  • Złącze do komunikacji z profesjonalnymi obiektywami
  • Port USB do komunikacji z komputerem przy aktualizacji oprogramowania
  • Gniazdo zasilania (4-pin XLR)
  • Zasilanie z sieci lub baterii V-Lock

Na koniec najważniejsze – Blackmagic Design wyciągnęło wnioski ze swojej historii nie tylko w kwestii ergonomii kamer, lecz także pod względem ich dostępności. Ursa Mini Pro jest dostępna w sprzedaży TERAZ. Cena to niecałe 6000$. Oprócz samej kamery, dostępne są również liczne akcesoria. Od znanego z normalnej Ursy Mini mocowania na ramię czy wizjera optycznego, po nowy monitor do pracy telewizyjnej czy też wspomniane wymienne bagnety (wymiany można dokonać w kilka minut mając jeden śrubokręt dynamometryczny). Dostępna jest również opcja „aktualizacji” dla posiadaczy „dużej” Ursy.

Dotychczas zwykłem mawiać, że najbardziej udaną kamerą Blackmagic Design był Pocket. Prosta kamera HD, której nędzną ergonomię dało się przeżyć dzięki wyjątkowo niskiej cenie, a która w zamian odwdzięczała się świetnej jakości obrazem. Ostatnio zacząłem się zastanawiać, czy nie pora dodać do tej listy Ursę Mini 4.6K. Teraz wątpliwości już nie mam – wszystko co ewentualnie mogło w niej przeszkadzać, w wersji Pro zostało ogarnięte. Dla mnie osobiście do pełni szczęścia zabrakło wersji z bagnetem E, ale pod każdym innym względem wydaje się, że Blackmagic w końcu zrobił naprawdę dobrą, dopracowaną kamerę.

Rynek jednak nie próżnował, więc spójrzmy pokrótce, z czym Ursa Mini Pro będzie się musiała zmierzyć w walce o nasze serca i portfele. Dla ułatwienia porównywać będę ceny w dolarach (polska cena Ursy Mini Pro nie jest znana) i ceny za samo body, bez dodatkowych akcesoriów. Jak już wspomniałem, nowy produkt Blackmagic Design ma kosztować niecałe 6000$. Spójrzmy co na to konkurencja:

  • Sony FS7 mark II – następca „woła roboczego”, którego znajdziemy w praktycznie każdej jednej wypożyczalni sprzętu – kosztuje obecnie 10000$. To odczuwalnie więcej, choć zaufanie użytkowników do znanego im sprzętu trudno w tym przypadku bezpośrednio przełożyć na pieniądze.
  • Sony FS7 – jeśli ktoś nie potrzebuje poprawek z „marka dwójki”, to dobrą starą FS7 kupi za 8500$. Nadal więcej, ale już nie tak bardzo. Przy tym jest to kamera „znana i sprawdzona” co dla wielu może być argumentem.
  • Sony FS700R + Convergent Design Odyssey 7Q + RAW Bundle – za 6800$ dostaniemy wiekową już, ale nadal dającą radę Sony FS700 wraz z rejestratorem pozwalającym na zapis RAW-ów. Czyli de facto to, co oferuje Blackmagic, tylko w mniej zintegrowanej formie, co ma swoje wady i zalety.
  • Canon EOS C300 mark II – bardzo udana, choć na naszym rynku (zapewne z powodu ceny) praktycznie nieobecna kamera – 12000$. Za tyle dostaniemy dwie Ursy Mini Pro. Lub jedną z pełnym osprzętem i jeszcze zostanie na obiektyw.
  • RED Raven w tym momencie jest dostępny w cenie 7000$ za body, czyli w miarę zbliżonej. Należy jednak pamiętać, że tam nie dostajemy nawet ekranu, a i karty pamięci będą odczuwalnie droższe. Że o mniejszej matrycy nie wspomnę.
  • Panasonic Varicam LT w tym momencie kosztuje 14000$. Ma kilka zalet takich jak świetne kolory, czy podwójne bazowe iso, ale przy tej różnicy w cenie jego sprzedaż może „oberwać” od Blackmagica.

Widać zatem wyraźnie, że Ursa Mini Pro ma dobrą pozycję startową i spore szanse na namieszanie w reportersko-uniwersalnym segmencie rynku, w którym nikt nie brał dotychczas Blackmagica poważnie. Czy to się zmieni – czas pokaże. Ja tam trzymam kciuki – miło patrzeć jak ktoś, kto dotychczas częściej błądził niż trafiał do celu w końcu robi coś dobrze. Blackmagicu – tak trzymać! (PS. Co nie zmienia faktu, że następcę Pocketa z matrycą 4K / M43 też macie zrobić)