Temat rzeka generalnie. Studiowałem montaż przez 3 lata a i tak mam poczucie że tylko liznąłem pewne tematy. Niemniej skrótowo spróbuję Ci odpowiedzieć na pytania jakie postawiłaś. Strony żadnej niestety Ci nie polecę bo nigdy nie miałem potrzeby szukania takowej.
kjoanna napisał(a):Czy jesli jest to filmik ze sciezka dzwiekowa to trzeba jakos to zmontowac zeby pasowalo do muzyki?
Zależy od muzyki i od formy jaką uprawiasz. Przy klasycznym filmie fabularnym muzykę zwyczajowo podkłada się po zakończeniu montażu, więc jeśli jakieś cięcie akurat pokrywa się z beatem to jest to przypadek. We współcześniejszych filmach, gdzie widać skutki mieszania się różnych gatunków pojawiają się zapożyczenia z teledysku i celowe montowanie niektórych fragmentów pod muzykę.
Co do samego teledysku to w tej formie głównie się temat cięcia pod muzykę pojawia, aczkolwiek nawet tu nie stosuje się prostego schematu "beat=cięcie". Z własnych doświadczeń mogę powiedzieć że przy rytmicznej muzyce sensownie się wszystko trzyma gdy mniej więcej co drugie cięcie jest do taktu. Nie sprawia wrażenia "mechaniczności", a przy tym wystarczająco akcentuje samą rytmikę muzyki.
Przy mniej rytmicznej muzyce proporcje się zmieniają i montaż raczej idzie w stronę opowiedzenia historii niż akcentowania rytmu którego z jakiegoś powodu nie zaakcentował sam kompozytor.
kjoanna napisał(a):Czy po pelnym kadrze powino wstawic sie zblizenie czy moze wrzucic jeszcze cos pomiedzy?
"Alfabet montażu" mówi, że cięcia powinny się odbywać pomiędzy planami różniącymi się co najmniej o dwa stopnie. Tj. przeskok ze średniego do zbliżenia będzie wyglądał źle, a przeskok z ogólnego (czy tam pełnego, nomenklatura jest w tym miejscu nieścisła) do zbliżenia dobrze. Generalnie się to sprawdza, choć można na przykład z pełną premedytacją ułożyć gradację ze wszystkich planów po kolei od totalu do ciasnego zbliżenia, jeśli tylko ma to jakiś sens dramaturgiczny i służy przekazaniu czegoś a nie zabawie i szpanowaniu.
kjoanna napisał(a):Czy sa jakies czasowe limity, np 4 sek?
Kiedyś dawno temu była teoria że ujęcia powinny mieć 3, 5 lub 7 sekund (ewentualnie ich wielokrotności), aczkolwiek sam nie wyznaję tej teorii. Współcześnie mówi się o minimum i maksimum percepcyjnym. Pierwsze to minimalny czas potrzebny widzowi do zauważenia tego co ma zauważyć w kadrze, maksimum to czas po którym ujęcie zacznie mu się nudzić. Schodzenie poniżej minimum czasem można zobaczyć w horrorach i tym podobnych w formie "migawek" różnej maści, z kolei rozciąganie ujęcia stosowane jest przez świadomych filmowców chcących przez to opowiedzieć coś więcej niż by wynikało z samej treści kadru tak po prostu. W pozostałych przypadkach cokolwiek pomiędzy minimum a maksimum powinno załatwić temat. A skąd wziąć konkretne wartości ? Najlepiej sprawdzić na sobie.
Osobnym wątkiem jest montaż dialogów, na temat tego jak się ma to kogo widzimy w kadrze do tego czyj głos w tej chwili słychać i jak następują przejścia między jednym a drugim można by sporo napisać. Nie będę się w tym miejscu podejmował próby streszczenia tego.
I generalnie takich osobnych wątków jest bardzo wiele, montaż równoległy kilku wątków akcji, wybór między masteshotem a metodą ujęcie po ujęciu itd itd itd.
kjoanna napisał(a):Czy sa jakies zasady? Co trzeba robic a czego koniecznie unikac?
Część z nich masz spisaną powyżej. Poza nimi na szybko przychodzi mi do głowy jeszcze kilka.
1. Jeśli chcemy zachować poczucie ciągłości w montażu to powinna być zachowana ciągłość ruchu. Jeśli bohater idzie z lewej na prawą to w następnym ujęciu on albo kamera też się powinien/powinna przemieszczać w tym kierunku. No chyba że zależy nam zaakcentowaniu czegoś, np zwrotu (niekoniecznie w sensie motorycznym, może być to choćby zwrot w jego głowie) wtedy z pełną premedytacją się tę zasadę łamie.
2. Od tego powinienem był zacząć ale mi umknęło. Oś kontaktu, oś akcji - nie przekraczać chyba że w jakimś uzasadnionym celu. Na ten temat akurat wujek Google powinien znaleźć dość materiałów więc nie będę się rozpisywał.
3. Efekty cięć. Najlepiej na ostro. Przeniki sygnalizują upływ czasu bądź nieudolność montażysty, więc jeśli ich używasz to upewnij się że widz nie pomyli jednego z drugim. Zejście do czerni to coś jak kropka na końcu zdania, opcjonalnie, jeśli pasuje to do konwencji wizualnej filmu można próbować z innymi kolorami (vide "Szepty i krzyki" Bergmana). Ostatnio zdarzają się też przejścia typu Wipe, w "Labiryncie Fauna" bodaj było ich od cholery. Trochę to trąci efekciarstwem, ale czasem całkiem zgrabnie zastępuje przenik w skracaniu historii. Reszta efektów przejść to raczej domena kamerunów weselnych i innych panów Zdzisiów, chociaż jeśli masz pomysł to oczywiście wszystko dozwolone.
Mam nadzieję że chociaż minimalnie się coś z tego przyda.