Panasonic FZ2000 to kompakt typu superzoom z 1-calową matrycą, filmujący w 4K. Po odpowiedź, czy robi to dobrze, zapraszamy do niniejszego testu.

Aparaty kompaktowe z 1-calową matrycą to jeden z nielicznych bastionów, gdzie tego rodzaju konstrukcje radzą sobie na rynku. Wiele innych klas przegrało walkę ze smartfonami. Co składa się na sukces 1-calowców? Na pewno matryca dająca rozsądny obraz, a przy tym pozwalająca konstruować długie zoomy o niezłej jasności. Nie bez znaczenia są też tryby filmowe, które powodują, że dla wielu taka konstrukcja to coś w połowie drogi między aparatem z wymienną optyką a klasyczną kamerą. Następca modelu FZ1000, Panasonic FZ2000 dobrze wpisuje się w ten trend. Sprawdźmy zatem, jak sobie radzi z filmowaniem.

Aparat do testów udostępniła firma BEiKS.
Materiał testowy został przygotowany podczas imprezy Video Party 2016.
Urządzenie, które wykorzystałem do pomiaru rolling shuttera udostępnił Ryszard Krótki.
A przed kamerą wystąpiła Kaja.

Budowa i ergonomia

Korpus nowego superzooma jest duży. Prawdę mówiąc, to nawet G7 z kitem 14-140 wygląda przy nim ciut mizernie. Przy tym FZ2000 wydaje się całkiem solidny, choć wrażenie to nieco psuje fakt, że jak na swoje rozmiary jest… stosunkowo lekki. Niby 915g bez baterii i karty to niemało, ale przy tej objętości i masywności półtora kilograma też by nikogo nie zaskoczyło. Tak czy inaczej, tworzywo z którego wykonano korpus jest dobrej jakości, a całość dobrze leży w ręce.

Dwa kółka nastaw i przyciski na tylnej ściance powodują, że wszystkie niezbędne parametry są pod ręką. Niewielkie zastrzeżenia mam do umieszczenia przycisku nagrywania na górnej ściance. Da się do niego przyzwyczaić, ale wymaga to chwili. Przynajmniej przycisk jest duży i łatwo w niego trafić. A skoro już jesteśmy przy przyciskach, to Panasonic FZ2000 dostaje dużego plusa za trzy przyciski funkcyjne na boku obiektywu obok przełącznika filtra szarego.

Wszystko umieszczone jest tak, że możemy trzymać lewą i prawą rękę w typowych miejscach (prawa jak przy fotografowaniu, lewa na pierścieniu obiektywu) i z dużą dowolnością podzielić sobie między nie poszczególne funkcje. Ktoś woli „po kamerowemu” gdzie więcej zadań wykonuje lewa ręka – może sobie przypisać przyciski użytkownika. Ktoś woli bardziej „jak w aparacie” – ma wszystko pod ręką bez żadnych modyfikacji. Jednym słowem – jest dobrze.

Menu

Testując aparaty Sony narzekałem na brak konsekwencji w kwestii projektowania menu. Co model to inaczej. Panasonika w takim razie muszę pochwalić. Menu w poszczególnych modelach są niemal identyczne. Gdy podczas testu obok miałem bezlusterkowca G7, to momentami musiałem zerknąć na górną ściankę żeby sobie przypomnieć, który model w tej chwili ustawiam. Bo po menu trudno było stwierdzić.

Oznacza to też, że po testowaniu swego czasu modelu GH4 nie miałem żadnych problemów ze znalezieniem większości potrzebnych rzeczy. Kilka pozycji mogłoby być gdzieś indziej, ale nawet takie niedociągnięcia, w momencie gdy są konsekwentne przez wszystkie modele, pozwalają na szybkie przyzwyczajenie się i przestają przeszkadzać.

Wizjer i ekran

Panasonic FZ2000 odziedziczył wizjer po swoim poprzedniku, modelu FZ1000. Z kolei ekran to nowa konstrukcja. Po pierwsze jest on dotykowy, po drugie ma odrobinę większą rozdzielczość (1,04 miliona punktów zamiast 921 tysięcy). Obydwa są przyzwoite – nie utrudniają pracy, ale nie są też nie odstają jakoś specjalnie na plus od tego co oferują inne kompakty i bezlusterkowce. Co ciekawe, wizjer ma wyższą rozdzielczość niż ten z kamery AG-UX90, a ekran minimalnie niższą. Więc skoro w kamerze można, to w aparacie też.

Bateria

W FZ2000 stosowana jest dokładnie ta sama bateria co choćby w G7. Nie jest ona tak pojemna, jak akumulatory wykorzystywane w serii GH, ale też nie rozładowuje się w godzinę. Więc ponownie – jest ok.

Obiektyw

Obiektyw, w który wyposażony został Panasonic FZ2000 to 20-krotny zoom o ekwiwalencie ogniskowych 24-480mm i światłosile f/2,8-4,5. Oznacza to, że w stosunku do poprzednika przybył 1mm na szerokim końcu i 80mm na długim. Niestety kosztem spadku światła z 4 na 4,5, ale nie jest to drastyczna różnica. Jak to wygląda w porównaniu z konkurencją? Sony RX10 mk III oferuje ciut dłuższe i ciut jaśniejsze 24-600mm f/2,4-4. Nie jest to może ogromna różnica, ale jednak jest. Z kolei porównywalny Nikon z serii DL (o ile w końcu wejdzie do sprzedaży), będzie mieć ekwiwalent 24-500mm f/2,8-5,6, czyli już znacząco ciemniej przy niemal identycznej długości. Jednym słowem – są lepsi, są gorsi, Panasonic nie ma się czego wstydzić.

Optycznie trudno się do czegokolwiek przyczepić. Zapewne większość wad, aberracji i tym podobnych korygowana jest programowo, ale póki na filmie nie widać związanego z tym spadku jakości obrazu, to ja z tym problemu nie mam. Wolę to niż prostowanie dystorsji beczkowej w programie do montażu.

Stabilizacja działa dobrze. Według producenta, jest to układ hybrydowy, korzystający ze stabilizacji zarówno matrycy, jak i obiektywu. Tak jak zwykle piszę w takich miejscach – układ ten nie zastąpi gimbala, ale z powodzeniem umożliwi filmowanie z ręki na długich ogniskowych.

Na plus zasługuje też obecność 3-stopniowego filtra szarego. Jego zakres pozwala w większości sytuacji z czystym sumieniem zapomnieć o nakręcanych filtrach VND. Trochę kamery w aparacie, chciałoby się powiedzieć. Zresztą osoby lubiące robić zdjęcia na długich czasach ekspozycji też się pewnie ucieszą.

Jeśli chodzi o autofokus, to Panasonic FZ2000 korzysta z tego samego mechanizmu, co bezlusterkowce tego producenta, czyli „pacnij w ekran by wyostrzyć”. Brakuje co prawda technologii DFD czy detekcji fazy na matrycy, ale stosunkowo duża głębia ostrości powoduje, że póki nie mamy do czynienia z szybkim ruchem do lub od kamery, układ daje sobie radę. Ja akurat filmu na ten temat nie nagrałem, ale ten zamieszczony poniżej który znalazłem w sieci naprawdę wyczerpuje temat.

Warto zwrócić uwagę, że w trybie ciągłym układ działa płynnie, natomiast przy wymuszaniu ostrzenia spustem migawki, ma tendencję do niewielkiego „pompowania”.

Szczegółowość obrazu i szum

Niestety wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że na pokładzie FZ2000 znalazła się ta sama matryca, co w modelu FZ1000. Co ciekawe, mam mocne podstawy by twierdzić, że jest to też ten sam układ, co w kamerze AG-UX90. Wrócę do tego jeszcze w dalszej części testu.

Na chwilę obecną zaznaczmy jedną fundamentalną rzecz – w związku z powyższym aparat w trybie 4K ma dużego dodatkowego cropa. Dokładną wartość trudno określić, ale jest to coś w okolicy 1,44x w stosunku do bazowej wielkości matrycy. Czyli obiektyw z ekwiwalentu 24-480mm zmienia się w coś około 35-693mm i zaczyna nam brakować szerokiego kąta. Oczywiście, jeśli czyjąś pasją jest filmowanie dzikiej przyrody, to pewnie taką zmianę w 4K przywita z radością. Reszta świata – niekoniecznie.

Co do samej jakości obrazu to poziomy szumu nieco rozczarowują. Póki pozostajemy w HD, wartość iso 3200 można uznać za graniczną akceptowalną. W 4K już na 1600 ziarna jest sporo.

W podobnym tonie jak o szumie, można wypowiedzieć się o szczegółowości obrazu. Ten w HD bije pod względem mory i rozdzielczości droższe i „poważniejsze” konstrukcje takie jak Sony A6500 czy Canon 5D mark IV. Zachowuje też ważną cechę, czyli identyczny poziom szczegółowości i szumu niezależnie od tego, czy filmujemy w 25, czy w 50 kl/sek.

W 4K niestety już tak dobrze nie jest. Oczywiście szczegółów jest więcej niż w HD, ale dość szybko daje o sobie znać fakt, że odczytujemy 1:1 stosunkowo małe piksele. Efekt jest łatwy do przewidzenia – detale, wskutek wpływu szumu, zmieniają się w jednolitą szarą papkę.

Rolling shutter

Pisząc te testy, powtarzam jak mantrę, że między rolling shutterem a jakością i szczegółowością obrazu istnieje prosta zależność. Im lepiej w jednej kategorii, tym gorzej w drugiej. Tu jest podobnie. Panasonic FZ2000 w trybie 4K notuje absolutnie rekordowy wynik czasu odczytu matrycy. Uzyskane przez nas w teście 17,3ms to niemal idealnie dwukrotnie mniej niż to, co osiągały Sony A6300 i A6500. Jest to też niecałą milisekundę więcej niż Canon 5D mark IV prezentował w HD. Imponujące.

Wyniki w HD również potwierdzają moje sformułowane powyżej prawo. A zatem skoro obraz w tej rozdzielczości jest ładny i dobrej jakości, to musi być odczytywany stosunkowo wolno. Dokładne wyniki to 15,3ms dla 25kl/sek i 14,67ms dla 50kl/sek. W granicach błędów pomiarowych możemy uznać, że otrzymane wartości są identyczne. Nie są one złe, ale nie są też powalająco dobre.

Kodeki, profile i zapis obrazu

Jeśli chodzi o dostępne profile obrazu, to Panasonic FZ2000 oferuje domyślnie wszystko to, do czego nas przyzwyczaiły zaawansowane aparaty tego producenta. Oprócz V-Loga, który o dziwo, owszem, jest, ale płatny. Testowy egzemplarz niestety go nie miał, więc w kwestii jego implementacji nie jestem się w stanie wypowiedzieć.

Także z kodekami jest znośnie. Poza standardowym zestawem (100Mbit/sek w UHD, 28 i 50Mbit w HD), dostępny jest też znany z GH4 tryb All-Intra w HD oferujący przepływności aż do 200Mbit/sek. Oczywiście, gdy trzeba zaoszczędzić miejsce, również mamy w czym wybierać – jest 20-megabitowe h.264, a nawet poczciwe AVCHD, którego, jak zwykle, nie polecam. Niestety wszystko w 8 bitach i 4:2:0, ale to w zasadzie standard w aparatach, który przełamuje dopiero GH5. Więc może w FZ3000 też się doczekamy 4:2:2 i 10 bitów. A póki co trzeba żyć z tym co jest.

Dla niektórych ogromną zaletą będzie też brak ograniczenia czasu nagrywania do 30 minut.

Podsumowanie, część 1 – „zaraz zaraz, czy ja tej specyfikacji gdzieś nie widziałem?”

Jak już wspomniałem wcześniej – matryca z której korzysta Panasonic FZ2000 wydaje się mocno spokrewniona z tą z kamery AG-UX90. Sugeruje to identyczny dodatkowy crop przy przejściu na 4K. Co prawda w specyfikacji kamery mówi się o rozdzielczości 17,8 megapiksela w HD, ale dokładnie tyle dostaniemy, gdy z 20,9-megapikselowej matrycy FZ2000 wytniemy kadr o proporcjach 16:9. Czyli wydaje się, że coś może być na rzeczy. Tak się składa, że testując FZ2000, miałem też pod ręką UX90. Postawiłem je więc obok siebie i nagrałem dwa poniższe testy.

Jak widać, mimo kombinowania, nie udało mi się na obu urządzeniach ustawić identycznych i w miarę neutralnych profili obrazu, stąd rozjechane kolory. Celowo ich nie korygowałem, żeby nie wpływać na wynik testu. Z innych obserwacji – aparat wydaje się nieco mniej odszumiać obraz, przez co ma ciut więcej szczegółów i nieco więcej drobnoziarnistego szumu. Ale nawet pomimo tych różnic, rzucają się w oczy spore podobieństwa w obrazowaniu. A zatem zdecydowanie jest coś na rzeczy. Obie matryce mają też identyczną dynamikę, co na szybko i w uproszczony sposób ilustruje test z filtrem szarym.

Również obiektyw „brzmi znajomo”. Konstrukcję o identycznych parametrach znajdziemy w kamerach AG-UX180 oraz HC-X1. Tu akurat nie miałem okazji przeprowadzić porównania, ale na zdrowy chłopski rozum – tylko idiota kazałby optykom dwa razy projektować obiektyw o identycznych parametrach do dwóch różnych urządzeń. Szczególnie w dobie cięcia kosztów.

Podsumowanie – część 2

Dlaczego o tym piszę? Bo powoduje to, że Panasonic FZ2000 staje się ciekawą alternatywą dla kamer tego producenta. Co prawda nie da się go trzymać na ramieniu, ani podpiąć mikrofonu XLR, a nagrania szybciej wyczerpią baterię, ale jest jeden fundamentalny argument za – cena. FZ2000 kosztuje 5600 pln, a AG-UX90 – 10700. UX180 i X1 są jeszcze droższe, choć trzeba im oddać, że mają lepszą matrycę i wykręcają 50kl/sek w 4K.

Tak czy inaczej powoduje to, że tak jak Sony RX10 prawdopodobnie masakruje sprzedaż ich kamer z 1-calowymi matrycami, tak Panasonic FZ2000 ma szanse zrobić to samo z UX90. Lub już to robi – trudno powiedzieć nie mając dostępu do statystyk sprzedaży.

A jak się ma jego sytuacja w porównaniu z innymi aparatami na rynku? Za niemal identyczną kwotę dostaniemy Sony RX10 mk II, które nie ma dodatkowego cropa w 4K, ma nowszą matrycę, super slow motion w HD i obiektyw ze stałym światłem f/2,8. Ja bym się długo nie zastanawiał i niestety Panasonic FZ2000, mimo wbudowanego filtra szarego i braku limitu długości nagrań, nie byłby moim wyborem w takiej sytuacji. Gdyby jednak zależało mi na długim zoomie, a budżet nie pozwalał na RX10 III, to pewnie kupiłbym… FZ1000. Obiektyw ma niewiele krótszy, matrycę tę samą, a kosztuje odczuwalnie mniej.

Jednym słowem, trochę trudno znaleźć mi w tym momencie na rynku niszę, w której Panasonic FZ2000 mógłby się odnaleźć. Z jednej strony ostra konkurencja ze strony Sony, z drugiej obecność całkiem udanego i taniego poprzednika. Z trzeciej, jak ktoś naprawdę chce kamerę, to jednak kupi to UX90 czy X1. Zapewne pomóc by mogła obniżka ceny, ale skoro ta póki co nie miała miejsca, to widać aparat sprzedaje się zgodnie z oczekiwaniami, a ja przegapiłem jakiś ważny aspekt jego specyfikacji. Na przykład tryb fotograficzny, w końcu to aparat 😉