Gdy na początku tego roku zaczęły pojawiać się plotki na temat nowej kamery z dużą matrycą ze stajni Panasonika, większość komentatorów spodziewała się następcy AG-AF101. Firma postanowiła jednak pójść inną drogą i podczas targów NAB światło dzienne ujrzał model Panasonic AG-DVX200. Urządzenie, owszem, z matrycą Mikro Cztery Trzecie, ale z niewymienną optyką, stworzone bardziej z myślą o pracy reporterskiej i telewizyjnej niż o np. filmie fabularnym.

Tak się złożyło, że około miesiąc temu produkcyjne egzemplarze „dwusetki” trafiły do sprzedaży, a ja otrzymałem propozycję wygłoszenia cyklu prezentacji na temat tej kamery podczas tegorocznego BEiKS Roadshow. Niniejszy test przeprowadziłem przy okazji przygotowywania tych prezentacji. Na jego potrzeby kamerę udostępniła firma BEiKS.

Moje pierwsze wrażenie po wyjęciu sprzętu z pudełka to: „jest większa niż myślałem”. Wielu gości Roadshow miało podobne zdanie. Kamera waży 2,7kg, co nie jest rekordem w żadną stronę w tej klasie. O ile masa ta może sprawiać problemy przy wielogodzinnym kręceniu z ręki, o tyle trudno traktować to jako wadę – obiektyw kryjący matrycę 4/3” to jednak większy kawał metalu i szkła niż to, do czego przyzwyczaiły nas kamery z mniejszymi sensorami. Duży plus dla producenta należy się za fakt, że mimo wspomnianego sporego obiektywu, urządzenie jest dobrze wyważone i nie „leci” do przodu.

Samo wykonanie jest typowe dla tego segmentu. Niby z wierzchu plastik, ale konstrukcja jest solidna i nie sprawiała problemów w różnych, nie zawsze łatwych, otoczeniach. Na zdjęciach powyżej kamera po wycieczce w deszczu oraz na placu budowy. Poza odrobiną brudu w trudnych do doczyszczenia zakamarkach, warunki te nie zrobiły na DVX200 większego wrażenia. Przeżyła też bez szwanku, gdy w mojej pracowni zarwała się półka z książkami i jej zawartość spadła na otwartą torbę z kamerą. Oczywiście na podstawie takich eksperymentów trudno orzec, jak sprzęt będzie się sprawował po 2 czy 3 latach intensywnej pracy w „warunkach bojowych” (czyt. na weselach), ale siłą rzeczy testu nie da się przeprowadzać przez 3 lata, więc lepsze to niż nic.

Dużą zaletą tej kamery jest ergonomia. Każdy kto kiedykolwiek pracował na kamerach 1/3” momentalnie się odnajdzie. A gdy trzeba sprzęt jeszcze bardziej dopasować do własnych zastosowań, do dyspozycji jest kilkanaście przycisków programowalnych, z czego 5 jest „pod palcem”, tj. można je obsługiwać w trakcie nagrania bez większych problemów. Również dźwigienki do przełączania balansu bieli i wzmocnienia można w pewnym zakresie personalizować – na przykład przypisać pod któreś położenie automat, a pod pozostałe dwie dowolne predefiniowane wartości. Dla mnie osobiście najprzydatniejsze okazały się możliwość całkowitego odłączenia silnika zoomu i poruszania bezpośrednio soczewkami w obiektywie, co pozwala na szybkie, dynamiczne doskoki i odskoki oraz łatwo dostępny balans bieli w stopniach Kelwina pracujący z dokładnością 10 stopni. Choć w praktyce częściej korzystałem z dobrej starej techniki balansowania się na ścianie lub suficie – dedykowany do tego przycisk jest pod ręką, a z ustawieniem balansu kamera radzi sobie szybko i sprawnie.

Dwie kolejne warte omówienia sprawy to stabilizacja oraz ostrzenie. Ta pierwsza bardzo przyjemnie mnie zaskoczyła. W zasadzie pod jej wrażeniem był praktycznie każdy, z kim rozmawiałem na Roadshow. Na potrzeby prezentacji podłączałem się z kamerą bezpośrednio do projektora i trzymałem „z ręki” kadr na najdłuższej ogniskowej (ekwiwalent 365mm). Po kilku miastach postanowiłem pójść o krok dalej i do równania dorzuciłem cyfrowy telekonwerter x2 (jeśli pracujemy w HD, obraz z jego zastosowaniem jest absolutnie akceptowalny, w końcu to wycinek ze środka matrycy 4K). I też dało się utrzymać, a to już łącznie 730mm. Drugim miłym zaskoczeniem było rozsądne zachowanie stabilizacji na statywie. Wkrótce przycisk do jej wyłączania przypisałem do innej funkcji, bo zwyczajnie nie było potrzeby żeby ją wyłączać.

Pod względem działania autofocusa również, podobnie jak w przypadku stabilizacji, dokonał się pewien postęp. W stosunku do tego, do czego mnie osobiście przyzwyczaiły kamery 1/3” (zanim w 2009 porzuciłem je na rzecz aparatów), miłą nowością jest, że automat ostrzy na twarz filmowanego człowieka, a nie na ścianę za nim. Wyrabia też przy śledzeniu powolnych obiektów i ogólnie puszczony samopas głupieje zaskakująco rzadko. Niestety w stosunku do tego, co oferuje chociażby GH4, brakuje paru zaawansowanych funkcji, takich jak śledzenie wskazanego punktu, wykrywanie twarzy i oka, czy choćby tak prostej rzeczy jak „dotknij ekranu żeby ustawić ostrość w tym punkcie”. Bardzo wygodnie za to pracuje się w trybie manualnym, peaking jest świetny i ma spory zakres regulacji nastaw. Warto też wspomnieć o możliwości pracy „mieszanej” – w przeciwieństwie do aparatu, DVX200 po uruchomieniu autofocusa nadal pozwala na manualne wprowadzanie korekt poprzez ruch pierścienia ostrości. Dzięki temu możemy pozwolić autofocusowi pracować, a jeśli ten się zgubi, naprowadzić go na właściwy trop szybkim ruchem pierścienia.

Obiektyw zastosowany w „dwusetce” oferuje ekwiwalent ogniskowych 28-365mm. Wartości te nieznacznie się zmieniają zależnie od rozdzielczości i klatkażu – po przejściu na Ultra HD lub zwiększeniu szybkości nagrywania pojawia się niewielki dodatkowy crop. Nie jest on na tyle duży, żeby przeszkadzał w praktyce. Niewątpliwą zaletą obiektywu jest jakość obrazu, jaki generuje. Na szerokim końcu nie ma „beczki”, w całym zakresie obraz jest ostry i niemal całkowicie wolny od aberracji chromatycznej. Na ile jest to zasługa inżynierów Leica, a na ile korekcji programowej – nie wiem. I, szczerze mówiąc, niespecjalnie mnie to interesuje. Dostaję dobrej jakości obraz, to jedyne co w ostatecznym rozrachunku się liczy. Na minus trzeba niestety policzyć światłosiłę f/2,8-4,5. Niby konkurencja (np. Sony X70) ma takie same parametry przy mniejszej, jednocalowej matrycy, ale po prawie 3-kilogramowej kamerze spodziewałem się nieco jaśniejszego „długiego końca”. Tym bardziej, że obiektyw dość szybko ciemnieje. Jego prawdziwy zakres ogniskowych to 12,8-167 mm f/2,8-4,5, przy czym wartość f/4,0 osiągana jest już w okolicy 30mm. W praktyce sprawiło to, że przysłonę przez większość czasu i tak trzymałem przymkniętą w okolicach f/4,0 żeby uniknąć prześwietleń przy nagłych odjazdach do szerokiego kąta. Niby czułość matrycy częściowo to rekompensuje, niby jak ktoś chce jaśniej to może po prostu kupić G7 czy GH4 z zestawem Voigtlanderów f/0,95, ale i tak pewien niedosyt pozostaje. Nie mam za to zastrzeżeń do zakresu ogniskowych. Bałem się, że „zabraknie mi szerokiego kąta”. W praktyce, nawet w reporterskich sytuacjach bez dubli  – nigdy mi go nie zabrakło. Z drugiej strony długi koniec był wystarczająco długi, by łapać zbliżenia z ładnie rozmytym tłem z całkiem sporych odległości. Poniżej kilka stopklatek z materiału Ultra HD. Niektóre z nich wydrukowałem na Roadshow, jakościowo były bardzo bliskie zdjęciom. Uwaga, zdjęcia są w wysokiej jakości, mogą się chwilę ładować.

Ostatnim, dla wielu najważniejszym zagadnieniem jest jakość obrazu. Panasonic AG-DVX200 ma pod tym względem pewne wady i pewne zalety. Pierwszą niewątpliwą zaletą, która bardzo mnie zaskoczyła, są skalibrowane czułości. Fakt, że producenci aparatów „naciągają” wartości iso i ich deklarowane 3200 często w praktyce oznacza 2200 nie jest w dzisiejszych czasach żadną tajemnicą, tym bardziej, że robią to praktycznie wszyscy. Tym bardziej miło było odkryć, że testowana kamera nie bierze udziału w tym „wyścigu naciągaczy”. Przy ustawieniu obok siebie DVX200 i GH4 okazało się, że przy tej samej ekspozycji, na aparacie przysłona jest otwarta średnio o około 1EV bardziej. Do tego aparat był testowany z prostszą konstrukcyjnie i sprawniejszą optycznie jasną stałką, więc ewentualne różnice w transmisji również powinny przemawiać na jego korzyść. Prezentuje to jeden z filmów w dalszej części testu.

Z praktycznego punktu widzenia, za najwyższą „akceptowalną” czułość uważam w kamerze wartość 3200 iso (czyli „aparatowe” 6400). Choć oczywiście, jak zwykle, dużo zależy od proporcji między cieniami i światłami w rejestrowanej scenie oraz zakresu tolerancji użytkownika. Od tej wartości wzwyż w cieniach pojawia się zielony zafarb, który swego czasu zniechęcił mnie do Panasonika GH2. Gdy podniesiemy czułość bardziej, w ciemnych partiach obrazu pojawia się nieprzyjemny wizualnie zielony szum. Nie umiem wyjaśnić jego pochodzenia, typowo w matrycach z siatką Bayera szum jest czerwono-niebieski, bo tych pikseli jest mniej niż zielonych, dostają więc słabszy sygnał.

Kolorystyka w DVX200 jest dość podobna do tej z innych produktów Panasonic. Spasowanie jej kolorystycznie np. z GH4 nie stanowi większego problemu, choć mnie osobiście minimalnie bardziej podobają się kolory z aparatu. W menu znajdziemy dobrze wszystkim znane „Cinelike D” i „Cinelike V” jak również wprowadzonego niedawno do GH4-ki V-Loga. Ten ostatni jest całkiem wygodny w użyciu. Może nie koloruje się tak wygodnie jak C-Log czy Cinestyle, ale niewiele mu w tym względzie brakuje i dla mnie sumarycznie jest przyjemniejszy w pracy niż na przykład S-Log 2. Najważniejsza rzecz, na którą należy uważać, to korekcja ekspozycji przed nałożeniem LUT-a, żeby kolory skóry trafiły we właściwe miejsce. W przeciwnym wypadku potrafią się nieprzyjemnie „wypalić”.

Poniżej seria materiałów, które przygotowałem w ramach testu kamery.

 

 

Na koniec pozwolę sobie na kilka zdań podsumowania. Panasonic AG-DVX200 to urządzenie, które trudno z czymkolwiek porównać. Kamera ta stworzyła nowy segment na rynku, łącząc w sobie elementy plastyki obrazu urządzeń z wymienną optyką z ergonomią i stylem pracy, jakie do tej pory umożliwiały tylko kamery z matrycami 1/3” i niewymiennym obiektywem. Niestety matryce 1/3” nie dają sobie rady po zwiększeniu rozdzielczości do 4K, stąd też potrzebne było inne rozwiązanie. Moim zdaniem takim właśnie rozwiązaniem, w tym momencie najlepszym na rynku, jest właśnie DVX200. Jeśli ktoś rzeczywiście potrzebuje reporterskiego sprzętu z „przyspawanym” na stałe obiektywem, to żaden konkurencyjny produkt nie jest w stanie zaoferować połączenia tak dobrej ergonomii z tak wysoką jakością obrazu w UHD i 4K (kamery 1/3” przegrywają jakością obrazu, a 1-calowe urządzenia takie jak X70 czy AX100 – ergonomią). Gdybym natomiast miał „dwusetkę” porównać z urządzeniami z wymienną optyką, to sprawa nieco się komplikuje. Jedno i drugie rozwiązanie ma swoje oczywiste wady i zalety – z jednej strony jest możliwość użycia jasnych stałek i większa matryca, z drugiej na przykład superwydajna stabilizacja obrazu nieosiągalna w kamerze Super35. Argumenty po obu stronach można wyliczać. Moim zdaniem, jeśli ktoś decyduje się na wymienny bądź niewymienny obiektyw, to najczęściej doskonale wie dlaczego. Dla tej drugiej grupy DVX200 to zdecydowanie warta rozważenia propozycja.

Zdjęcie profilowe Amadeusz Andrzejewski

Kim jest redaktor? Amadeusz Andrzejewski

Montażysta filmowy, reżyser, praktykujący filmowiec, redaktor naczelny Videodslr.pl