Gdy Nikon D500 oraz „starszy” D5 ujrzały światło dzienne, filmowcy zastanawiali się, czy nowe korpusy z 4K nadają się do filmowania. Pora to sprawdzić.

Gdy lustrzanki zaczęły filmować, Nikon długo wzbraniał się przed zaimplementowaniem „porządnego” trybu filmowego w swoich modelach. Jest to dziwne z kilku powodów. Po pierwsze – to oni to zaczęli modelem D90 nagrywającym w 720p. Po drugie – w przeciwieństwie do innych firm, nie produkują kamer, więc konkurencji samym sobie też nie robią. Co prawda w międzyczasie wyszły D5200 czy D750 oferujące przyzwoite HD, ale konkurencja zawsze była o krok do przodu. Nikon D500 – pierwsza lustrzanka APS-C z 4K na świecie – mógł to zmienić. Czy to zrobił? Zapraszamy do lektury naszego testy trybu filmowego w tym modelu.

Aparat do testów udostępnił nam polski oddział firmy Nikon.
Materiał testowy został przygotowany podczas imprezy Video Party 2016.
Urządzenie, które wykorzystałem do pomiaru rolling shuttera udostępnił Ryszard Krótki.
A przed kamerą wystąpiła Kaja.

Budowa i ergonomia

Jako wieloletni posiadacz i użytkownik Canona 7d wiem, jakich rozmiarów powinna być topowa lustrzanka APS-C. Mimo to rozmiary i „pancerność” 500-ki zaskoczyły mnie. Gdybym ze wszystkich aparatów, jakie ostatnio testowałem, miał wskazać jeden, który z największym prawdopodobieństwem przeżyje wbijanie nim gwoździ, to byłby to właśnie Nikon D500. Oczywiście wiąże się to ze sporą masą, ale jeżeli odporność na otoczenie ma dla Was duże znaczenie, to pod tym kątem warto 500-kę rozważyć.

O dziwo ogólna pancerność, nie przeszkodziła producentowi w zamocowaniu dotykowego, uchylanego ekranu. Jego zakres ruchu to około 90° w każdą stronę, czyli wystarczająco do większości zastosowań. Canonie, ucz się. Co ważne, ekran nie zahacza o szybkozłączkę – a w każdym razie ze standardową płytką Manfrotto 501PL problemów nie było.

Rozkład przycisków jest niezły – mamy dwa pokrętła, sporo guzików, joystick, kółko i przełącznik live view. Większość znajduje się w zasięgu prawej ręki, ale niestety nie wszystkie. O ile czułość, przysłonę i migawkę bez problemu zmienimy nie odrywając lewej dłoni od obiektywu, o tyle przycisk balansu bieli wylądował na dużym kółku po lewej na górze. Jeszcze gorzej jest z przyciskiem zmiany trybu pracy autofokusa. Gdyby znajomy „nikoniarz” mi nie pokazał, to w życiu bym nie wpadł na to, by szukać go przy obiektywie.

Całość uzupełniają przyciski programowalne Fn. Niestety lista funkcji, jakie możemy do nich przypisać jest mocno okrojona i nie znalazłem na niej niczego, co mogłoby się przydać w trybie filmowym.

Podsumowując – nie jest źle, ale zdecydowanie mogłoby być lepiej. Bardzo wyraźnie widać, że ergonomia tego aparatu została bezkompromisowo dopasowana do potrzeb fotografów. Trochę szkoda, innym firmom lepiej udaje się łączyć potrzeby filmowców i fotografów, tak by każda grupa miała to czego potrzebuje pod ręką.

Menu

Nie miałem dużej styczności ze sprzętem Nikona w swoim życiu. Mimo tego, połapanie się w menu zajęło mi rekordowo krótki czas. Naprawdę muszę tu firmę pochwalić. Nikon D500 ma najsensowniej rozplanowane menu filmowe, jakie kiedykolwiek widziałem. Absolutnie wszystkie potrzebne funkcje zebrano w jednym miejscu na trzech dedykowanych kartach. Inni producenci naprawdę mogliby się uczyć. Szczególnie Sony.

Dodatkowy plus za wbudowany interwałometr. Niby mała rzecz, a jakoś Canon długo nie mógł na to wpaść, a Sony bierze za to dodatkowe pieniądze i skazuje użytkowników na przekopywanie się przez ich sklep i systemy płatności.

Wizjer i ekran

Podobnie jak w przypadku każdej innej lustrzanki, także i tu wizjer optyczny wykorzystać możemy jedynie do wstępnego ustawienia kadru bez włączania aparatu. Zaoszczędzimy nieco prądu, ale na tym zalety się kończą.

Jeśli chodzi o ekran, to wspomniałem już, że jest pancerny, ruchomy i dotykowy. Czułość na dotyk jest dobra, a jakość obrazu i kolory stoją na porządnym poziomie. Zdarzyło mi się nagrać kilka ujęć bez autofokusa i mimo braku peakingu, w miarę trafiałem z ostrością tam gdzie chciałem.

Bateria

Na pełen test czasu nagrywania, jak zwykle, zabrakło mi czasu, ale ogólnie i „na oko” – jest całkiem dobrze. Nikon D500 nie bije żadnych rekordów – ani tych pozytywnych, ani też mniej chwalebnych. Rozsądny „środek stawki” i to bliżej początku niż końca. Wielki akumulator i matryca APS-C odczytywana w mało skomplikowany sposób robią swoje. Problemów z przegrzewaniem się nie stwierdzono.

Autofokus

O ile jeśli chodzi o fotograficzne układy autofokusa, Nikon jest jednym z lepszych na świecie, o tyle z tymi filmowymi nie jest niestety zbyt dobrze. Małe korepetycje na przykład z technologii DFD w układach detekcji kontrastu zdecydowanie by się przydały.

Jak w praktyce wygląda moje powyższe marudzenie? Tak, jak w każdym układzie bazującym na detekcji kontrastu, którego nie wyprodukował Panasonic. Czyli mamy przejeżdżanie za cel i powrót oraz nieśmiertelne „pompowanie”. Prędkość też nie porywa, choć przynajmniej w tej kwestii widać postępy.

Sytuację nieco ratuje tryb pojedynczy, w którym możemy szybko i sprawnie ustawić ostrość przed włączeniem nagrywania. Choć i jemu zdarzyło się spudłować, przez co musiałem powtórzyć kilka ujęć testowych.

Podsumowując – pod względem autofokusa Nikon D500 jest niestety mocno z tyłu za większością konkurencji. Panasonic ma DFD, Sony punkty AF na matrycy, a Canon system Dual Pixel. I wszystkie one działają na tyle dobrze, że przy prostszych ujęciach, można im zaufać. Tu „pompowanie” powoduje, że w praktyce większość ujęć z autofokusem ląduje w koszu. A peakingu brak.

Stabilizacja

Pewnie nie spodziewaliście się tego rozdziału w tym teście. Nie, Nikon D500 nie ma stabilizowanej matrycy. O co zatem chodzi? Otóż aparat ten oferuje programową stabilizację obrazu. Osoby z zacięciem historycznym mogą kojarzyć, że coś podobnego oferował też na przykład pierwszy Sony A77. Działa to bardzo prosto. Aparat zwiększa nieco cropa (nie zrobiłem niestety dokładnego pomiaru) i zamiast fizycznie ruszać matrycą odczytuje inny jej wycinek – raz wyżej, raz niżej, raz w lewo, raz w prawo, zależnie od tego jak akurat „buja” się aparat.

W praktyce niestety działa to tak sobie. Zdarzyło mi się, że stabilizacja zgłupiała i zaczęła mi „kołysać” absolutnie statyczne ujęcie tablicy testowej nagrywane ze statywu. Szybkość reakcji układu również nie powala. Owszem, upłynnia on nieco ruch kamery, ale jeśli naprawdę zależy nam na stabilizacji, to trzeba po prostu zaopatrzyć się w oferujący ją obiektyw.

Tak na marginesie – ta w Nikkorze 16-80/2,8-4 jest naprawdę dobra. Choć osobiście wolałbym coś ze stałym światłem, bo Nikon ma dziwną przypadłość – gdy domykałem wspomniany obiektyw do f/4 na szerokim końcu, to po „dozoomowaniu” robiło się z tego f/5,6. Z jednej strony przysłona nie skakała i nic nie migotało, z drugiej – i to bardziej boli – powoduje to, że nijak nie da się zniwelować zmiennego światła obiektywu. Dziwne rozwiązanie. Chciałbym chociaż móc wybrać, co ma się w takiej sytuacji stać.

Tryby nagrywania

Zanim przejdziemy do oceny jakości obrazu filmowego, pozwolę sobie na dwa słowa o trybach nagrywania, jakie oferuje Nikon D500.

W HD nagrywać możemy z prędkościami od 24 do 60kl/sek. Co ciekawe, nagrywanie w 60kl/sek (59,94 żeby być dokładnym) nie wymaga przełączenia aparatu na tryb NTSC, jak ma to miejsce w produktach konkurencji. Rejestrować filmy możemy wykorzystując całą matrycę APS-C (przyciętą do 16:9 oczywiście) oraz z dodatkowym cropem 1,3x. Po zsumowaniu w tym drugim trybie pracujemy z mnożnikiem 1,95x. Prawie jak w matrycy Mikro 4/3, szkoda tylko że bagnet nie ten 😉

Swoją drogą jest to ciekawe rozwiązanie, które chętnie zobaczyłbym w innych modelach. Szczególnie, gdyby dodatkowy crop mógł być precyzyjniej regulowany, np. od 1,1x do 1,5x co 0,1. Wiele razy zdarzyło mi się filmować w miejscu, gdzie kamera i filmowany „cel” musiały stać w bardzo konkretnych miejscach, a akurat nie miałem idealnie pasującej stałki żeby osiągnąć pożądany kadr.

W trybie 4K wyboru już nie mamy i niestety jedyna dostępna opcja jest absolutnie niesatysfakcjonująca. Podobnie jak każda inna lustrzanka filmująca w 4K, także i Nikon D500 robi to wykorzystując jedynie środkowy wycinek matrycy o stosownej rozdzielczości. W tym przypadku oznacza to dodatkowego cropa o wartości 1,5x, czyli sumarycznie dostajemy 2,25x. Mniej więcej tyle co w Panasoniku G80. Samsung NX1 mógł czytać całą 28-megapikselową matrycę w 2014 roku, więc mające większe body (i kosztujące więcej) lustrzanki też w końcu mogłyby zacząć.

Szum

Po takim wstępie, możemy się już zająć twardym oglądaniem tablic i scenek testowych. W 4K w moim odczuciu załamanie się jakości obrazu występuje gdzieś między iso 1600 a 3200. Warto w tym miejscu wspomnieć o bardzo radykalnie działającej redukcji szumu. O ile sam poziom szumu jest zatem, nawet i na iso 6400, znośny, o tyle obraz w którymś momencie zaczyna wyglądać jak lekko nieostre 720p. Co bardzo ciekawe, dzieje się tak tylko przy ustawieniu odszumiania na poziom „normalny”. Na poziomie „maksymalnym” odszumianie działa o dziwo słabiej i rozsądniej. Poświeciłem temu osobny film.

Gwoli uzupełnienia – sample z modelką były nagrywane z włączonym odszumianiem. Nie widziałem jeszcze wtedy, że tak bardzo „zjada” ono szczegóły, a zwykle testy nagrywam na domyślnych ustawieniach. W filmie ilustrującym szczegółowość obrazu odszumianie było już wyłączone i to na nim najlepiej porównywać poziomy szumu w 4K i HD.

A skoro już przy poziomie szumów w HD jesteśmy – przy użyciu całej matrycy jest zdecydowanie lepiej. Na oko jakieś 2EV w stosunku do 4K, czyli na upartego możemy próbować „rozpędzać się” nawet do iso 6400-12800. To bardzo dobry wynik. Po przejściu z 25 na 60 kl/sek szum wydaje się podobny ale dochodzi coś, czego przy nagrywaniu nie było widać, czyli migotanie lampy wynikające ze złego klatkażu (59,94 średnio współgra z 50-hercowym prądem w gniadkach). Objawia się ono pulsującym czerwonym „szumem” który utrudnia ocenę tego wynikającego z właściwości matrycy.

W trybie z dodatkowym cropem 1,3x poziom szumów jest podobny, może minimalnie wyższy.

Szczegółowość obrazu i mora

Jeśli chodzi o jakość obrazu niezwiązaną z szumem, to w 4K dostajemy mniej więcej to, co oferuje każde inne urządzenie korzystające z wycinka matrycy o rozdzielczości UHD. W porównaniu z Canonem 5D mark IV obraz wydaje się minimalnie ostrzejszy przy niemal identycznym poziomie mory. Z kolei w stosunku do Panasonika FZ2000 obraz ma ciut więcej mory, ale ponownie – jest ostrzejszy. Do tego, co pokazały Sony A6300 i A6500 jak zwykle daleko, ale to było do przewidzenia.

W trybie HD z całej matrycy Nikon D500 radzi sobie bardzo dobrze. Mory i aliasingu jest niewiele i ogólnie obraz wygląda lepiej niż z 5D mark IV, że o A6300 nie wspomnę. W porównaniu z FZ2000 tym razem jest na odwrót – to Panasonic ma ostrzejszy i bardziej szczegółowy obraz, ale z większą ilością kolorowych zakłóceń. Do wzorca jakości HD, za jaki etatowo robi A7s nieco brakuje, ale jest naprawdę dobrze.

W trybie 60p obraz jest podobnej jakości jak w 25p, choć minimalnie się różni. Ostrość lekko spada, ale za to kolorowe przebarwienia znikają do zera. Nie można zatem mówić o idealnie identycznym zachowaniu, ale pod względem sumarycznej jakości, Nikon D500 generuje bardzo dobre HD z całej matrycy niezależnie od klatkażu. Brawo.

Niestety w trybie z dodatkowym cropem 1,3x już tak dobrze nie jest. W dużym skrócie – mory i artefaktów jest tyle co w Sony A6300 / A6500 tyle tylko, że do tego obraz jest zdecydowanie mniej ostry. Tak więc o ile przy odczycie z całej matrycy Nikon D500 oferuje nam jedno z lepszych HD wśród aparatów, o tyle w trybie 1,3x crop jest ono naprawdę bardzo złe. Jednym słowem – jeśli tak to ma wyglądać to stanowczo korzystanie z tego trybu odradzam.

Rolling shutter

Szybka reporterska lustrzanka powinna mieć szybką matrycę. Spodziewałem się zatem rozsądnych wyników w kategorii rolling shuttera. Na szczęście Nikon D500 mnie pod tym względem nie zawiódł. Spójrzmy jak prezentują się wyniki poszczególnych pomiarów, których ze względu na tryb z dodatkowym cropem przeprowadziłem więcej niż zazwyczaj:

  • 4K, 25kl/sek – 22,2 ms
  • HD z całej matrycy, 25kl/sek – 10,9 ms
  • HD z całej matrycy, 50kl/sek – 12 ms
  • HD z wycinka 1,3x, 25kl/sek – 8,4 ms
  • HD z wycinka 1,3x, 50kl/sek – 7,5 ms

Wszystkie wyniki są bardzo dobre. Ten w 4K mógłby być minimalnie lepszy (mile widziane jest zejście poniżej 20ms) ale w porównaniu z przekraczającymi 30ms Canonem i Sony i tak jest bardzo dobrze. Również czasy w HD są bardzo przyzwoite, szczególnie, że mówimy tu o dobrej jakości obrazie HD (przynajmniej przy odczycie z całej matrycy, na ten drugi tryb spuśćmy zasłonę milczenia). Czyli jednak da się i szybko i bez nadmiernej mory i innego syfu. Konkurencja mogłaby się uczyć.

Kodeki i profile obrazu

Kodek de facto jest jeden i jest to standardowa mutacja AVC / h.264 zapakowana do kontenera MOV. Próbkowanie koloru to zwyczajowe 8 bitów i 4:2:0. Czyli jak zwykle – da się z tym żyć (i przynajmniej nie pożera kart i dysków jak Motion JPEG), ale mogłoby być lepiej. Ja tam bym się za ProResa czy inne DNxHD w 10 bitach i 4:2:2 naprawdę nie obraził. Niby pliki jeszcze większe niż z MJPEG-a, ale przynajmniej ma to realne przełożenie na jakość. A Nikon naprawdę nie produkuje kamer, którym mógłby w ten sposób zrobić konkurencję.

Jeśli chodzi o przepływności, to w 4K dostajemy coś w okolicach 100-130 Mbit/sek (zależnie od dynamiki ujęcia), a w HD między 20 a 25Mbit/sek dla 25kl/sek i około 40-45 Mbit/sek dla 50 i 60 kl/sek. Wartości dość standardowe, choć moim zdaniem przydałby się jeszcze jakiś tryb All-intra w HD z przepływnością rzędu 100-150Mbit/sek. Skoro już mamy dobre HD, to fajnie by było aż tak go nie kompresować.

Pod względem profili obrazu, Nikon D500 oferuje mniej więcej to co reszta lustrzanek na rynku. Próżno zatem szukać logarytmicznego profilu z prawdziwego zdarzenia. Istnieje fabryczny „flat” który nieco pomaga, ale nie jest to wielka zmiana, choć dodatkowo możemy ją pogłębić obniżając kontrast i nasycenie.

Na szczęście, podobnie jak w przypadku Canona, Nikon oferuje wgrywanie zewnętrznych profili obrazu, a tych różnego rodzaju blogerzy, specjaliści i entuzjaści przygotowali naprawdę sporo. Ze swojej strony polecam zapoznać się z dokonaniami jednego z naszych forumowiczów, którego autorski profil daje bardzo interesujące rezultaty.

Podsumowanie

Poniekąd mógłbym w tym miejscu skopiować to, co napisałem przy Canonie 5D mark IV. Nikon D500 to zdecydowanie bardziej aparat niż kamera. Oferuje bardzo dobrej jakości obraz HD i nieco mniej sensowny w 4K. W kilku kategoriach bardzo miło mnie zaskoczył (np. rolling shutter czy przejrzystość menu), w kilku innych poległ (autofokus, odszumianie). Sumaryczny werdykt jest zatem dosyć średni i wiele zależy od tego, na jakich aspektach zależy nam najbardziej.

Dla fotografa, który od czasu do czasu chce coś nagrać może to być interesująca propozycja. Filmowiec, który czasem robi zdjęcia lub po prostu potrzebuje małego body raczej wybierze coś innego.

W sumie trochę szkoda. Nikon ma całe potrzebne zaplecze technologiczne żeby podbijać świat filmu (i jak pokazuje ten test – momentami naprawdę „dobrze kombinują”). A mimo to z jakiegoś powodu postanowił tego nie robić…