Ciemy pokój (pali się tylko lampa na biurku i monitor), przeglądanie stron "fachowych". Przypomniała mi sie kwestia opcji AF+MF podczas wideofilmowania, którą poruszył wuemfoto. Nagle mnie olśniło. Lecę na parter, wyciągam z torby puszkę i wracam do kompa. Odchylam LCD, włączam aparat, żeby sprawdzić moją teorię. Działa, ale nie do końca. Jasność widzę tylko w EVF. Myślę - no tak, ostatnio fociłem, to przełączyłem na wizjer. Wciskam "evf/lcd". Nic. Wciskam jeszcze raz. Nic. "K...a" - myślę sobie. Naciskam jeszcze z dziesięć razy. LCD nie działa. Załamany odkładam aparat na bok. Diagnoza - pewnie padła taśma od kręcenia wyświetlaczem. Masakra. Miliony przekleństw wzbierają w głowie, a tu nagle...
Okazało się, że LCD był wywinięty "na lewo". Po obróceniu w pionie wyświetlacza aparat się naprawił.
No i jeszcze lepsze. Żaliłem się miesiąc temu, że zgubiłem coupler DMW-DCC8. Znalazł się. Przez ponad miesiąc siedział w torbie z akcesoriami, w kieszeni, którą zawsze macając z zewnątrz omijałem z przeświadczeniem, że: "Nie, to przecież bateria 9V do Rode VM". Facepalm.
Czekam na odzew innych - z nadzieją, że nie tylko ja mam "zaćmienia umysłu".
Edit: literuffki, facepalm.





