Krzysztof napisał(a):Bardzo pomaga w filmie umiejętność fotografowania i edycji zdjęć. Wszelkie tutoriale o photoshopie i obróbce fotografii mogą okazać się przydatne przy gradacji kolorów w filmie.
Dobrą szkołą jest też analiza jakiegoś zdjęcia czy filmu i próba osiągnięcia podobnej kolorystyki.
Odnośnie podstaw na pewno praktyka fotograficzna czy photoshopowa się przydaje. Tu się z Tobą zgodze. Ale pamiętać należy o wielu różnicach.
1.
Obraz filmowy oceniasz zupełnie inaczej niż foto. To jest kwestia przyzwyczajenia które powstało w każdym z nas po latach oglądania fotek i filmów w kinie. To także kwestia tego, że sekwencje obrazów inaczej odbierasz niż statyczną fotografię, na którą patrzysz dużo dłużej.
Podstawowa różnica to odbiór ekspozycji. Bardzo upraszczając można powiedzieć, że dobrze wyglądający obraz filmowy jest średnio o 2/3 - 1 EV słabiej naświetlony od foto. Mówię zarówno o naświetlaniu podczas rejestracji, jak i finalnym efekcie. Obrabiając materiał filmowy tak, jak obrabiasz fotki dostajesz wrażenie, że obraz jest prześwietlony.
2.
Korekcja barwna filmowego materiału jest zupełnie inny charakter niż obróbka fotek (chyba, że mówisz o przygotowaniu całych setów zdjęć). W skrócie - najpierw robisz korekcję techniczną, potem artystyczną. Rozwarstwiając proces gradingu:
Po pierwsze korygujesz różnice pomiędzy poszczególnymi ujęciami takich samych lub podobnych obiektów (np korekcja barwna odcieni skóry, nieba itp). Tutaj korygujesz zarówno różnice w oświetleniu, jak i w tonacji wynikłe z tego, że każda kamera oddaje kolor inaczej, albo że były nieco odmienne warunki oświetlaniowe. Tego nie masz przy fotografii, chyba, że pracujesz nad setem zdjęć.
Po drugie korygujesz ogólnie cały obraz w zakresie następujących po sobie ujęć lub ich sekwencji - tego też nie masz w fotografii. Ujęcia muszą do siebie pasować kolorystycznie.
Po trzecie, na koniec robisz dopiero kreatywną korekcję, czyli taką, gdzie podkolorowujesz obraz w taki sposób, żeby osiągnąć zamierzony efekt artystyczny. Tu praktyka foto i w ogóle doświadczenie w pracy z obrazem cyfrowym jest chyba najbardziej kompatybilna, choć moim zdaniem pierwsza, techniczna część pracy paradoksalnie wymaga sprawniejszego warsztatu i więcej doświadczenia. Trudniej zmatchować ze sobą 10 różnych ujęć tak, by wyglądały spójnie niż pokolorować artystycznie film w Magic Bullet podbijając kontrast i kolorki.
Podsumowując, warto powiedzieć, że podobnie jak z montażem, do pewnego stopnia dobry grading, to taki, którego nie widać.
Uważam, że początkujący adepci tej sztuki powinni przede wszystkim poznać warsztat na tyle, by być w stanie prawidłowo
skorygować materiał, a dopiero potem go uszlachetniać. Mówię to w kontekście tego, że w całym zalewie materiału filmowego, który ostatnio w wyniku HDSLRowego hype'a, coraz więcej ludzi mówi o gradingu, nie do końca zdając sobie sprawę z tego na czym on polega.