DJI Spark to najnowszy dron tego producenta. Łączy on w sobie malutkie rozmiary i najnowsze technologie autonomicznego lotu.

Miniaturyzacja to zjawisko powszechne w wielu gałęziach współczesnej technologii. Wystarczy spojrzeć na przykład na trendy na rynku kamer 360º. Dotyka ona także dronów. Nie tak dawno pisaliśmy o fundowanym na Indiegogo i wzbudzającym spore kontrowersje projekcie Kudrone. Tym razem jest szansa, że obejdzie się bez wątpliwości i kontrowersji, bo za miniaturyzację dronów wzięła się firma mająca na tym polu spore doświadczenie. Tak właśnie powstał DJI Spark.

Jednym z najważniejszych aspektów Sparka jest łatwość obsługi. Dron wystartuje nam z ręki i będzie umiał na nią wrócić, a polecenia możemy mu wydawać gestami, choć oczywiście istnieje też opcja wykorzystania do sterowania smartfona lub dedykowanego kontrolera czy gogli. Co ważne, nawet gdy zostawimy go samopas, ten da sobie radę ze śledzeniem wskazanego celu i omijaniem przeszkód.

Od strony filmowej „szału nie ma” ale przy masie startowej 300 gramów trudno spodziewać się cudów. Matryca 1/2,3” sparowana z obiektywem o ekwiwalencie ogniskowej 25mm i jasności f/2,6 rejestruje 12-megapikselowe zdjęcia i filmy Full HD. Za stabilizację całości odpowiada dwuosiowy gimbal. Maksymalna długość lotu na jednej baterii to 16 minut, a prędkość – ok. 50km/h. Zasięg zdalnego sterowania to 2km.

Swoją drogą, ta specyfikacja pokazuje, jak nierealny wydaje się Kudrone. DJI Spark waży 300g, kosztuje 500$ i nagrywa jedynie w HD. Twórcy Kudrone-a chcieli za 100$ zbudować urządzenie ważące poniżej 100g i nagrywające w 4K. Ja bym chyba jednak wolał zaufać DJI.

DJI Spark ma wejść do sprzedaży w połowie czerwca. Dzięki niewielkim gabarytom i masie będzie w niektórych krajach kwalifikował się jako zabawka i nie wymagał uprawnień. Niestety nasze prawo żadnych rozgraniczeń wagowych (poza górną granicą 25kg) nie przewiduje i jeśli tylko wykonujemy komercyjną pracę, to licencja jest koniecznością.

DaVinci