Telewizja HDR to termin pojawiający się coraz częściej w branżowych wiadomościach. Co właściwie oznacza?

Telewizor, niestety dla producentów, a szczęśliwie dla nas, jest urządzeniem, które kupuje się na stosunkowo długie lata. Wytwórcy tych urządzeń starają się jednak nakłonić klientów, by zmian dokonywali częściej. Argumentami, których używają są kolejne „przełomowe” technologie – najpierw HD, później zakończone fiaskiem parcie na obrazy trójwymiarowe, a od jakiegoś czasu wyższa rozdzielczość, czyli Ultra HD / 4K. Następnym „killer ficzerem” ma być właśnie telewizja HDR.

Skrót HDR pochodzi od angielskiego sformułowania „high dynamic range” i oryginalnie odnosił się do techniki w fotografii cyfrowej, która dzięki wykonaniu kilku zdjęć i ich późniejszemu złożeniu i obróbce umożliwiała zarejestrowanie zarówno detali w bardzo jasnych, jak i bardzo ciemnych partiach obrazu. Z czasem jednak stała się ona nie tyle pomocnym narzędziem, co synonimem kiczowatych, nadmiernie obrobionych zdjęcio-grafik, które namiętnie produkują fotografowie na pewnym etapie zaawansowania.

Na szczęście telewizja HDR nie będzie tak wyglądać, a nagrywany w tym standardzie materiał nie będzie wymagał trzech kamer z lustrem i różnie ustawioną ekspozycją. Dlaczego zatem taka nazwa?

Otóż w tym przypadku, w przeciwieństwie do fotograficznego HDR, nie odnosi się ona do akwizycji obrazu – ta pozostaje bez zmian. Zmienia się natomiast sposób jego wyświetlania. Idea jest prosta – telewizor ma wyświetlać obraz bliższy temu co „było w przyrodzie” zanim zostało przetworzone przez kamerę. To znaczy, że jeśli na żywo słoneczny obszar był kilka tysięcy razy jaśniejszy od zacienionego, to różnica jasności między tymi obszarami na telewizorze powinna być bliższa oryginalnej wartości niż ma to miejsce obecnie.

W praktyce oznacza to, że telewizory będą miały znacząco większą jasność niż urządzenia sprzedawane obecnie. „Zamiast dalej namnażać piksele, skupmy się na tym, by były to piksele lepszej jakości” – mówią slogany reklamowe. Temat zresztą wyczuli już, na przykład, producenci monitorów podglądowych i rejestratorów obrazu, którzy także zaczęli montować w swoich urządzeniach znacząco jaśniejsze ekrany.

Uważny czytelnik mógłby w tym momencie spytać: ale o co ten cały szum, skoro rzecz sprowadza się do większej jasności telewizorów? Otóż nie, nie sprowadza się.

Telewizja HDR, poza samym telewizorem, oznacza też ustandaryzowanie sposobu przesyłania sygnału, tak by wyświetlany obraz nie był po prostu zwykłym obrazem na jaśniejszym telewizorze, ale odpowiednio przenosił także wszystko pomiędzy bielą i czernią oraz kolory.

Same standardy w tym momencie są dwa – opracowany i forsowany przez Dolby Perceptual Quantizer (PQ) oraz Hybrid Log Gamma (HLG), którą opracowało BBC i NHK (publiczna telewizja japońska, ta sama która deklaruje przejście na 8K w 2020 roku). Chcących zgłębiać techniczne niuanse jednego i drugiego odsyłam do źródeł, z których sam korzystałem.

Na ten moment ograniczę się do stwierdzenia, że pierwszy ciut lepiej sprawdzi się w przypadku produkcji filmowo-kinowych, drugi natomiast jest lepiej pomyślany pod kątem realizacji na żywo i ogólnie rozumianego broadcastu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że podobnie jak w przypadku np. Bluraya i HD DVD czy też VHS i Betamaxa, także i tutaj czeka nas tak zwana „wojna formatów”.

Nowe standardy to nie tylko inna gamma (inne odwzorowanie jasności i kontrastu), to także nowe, szersze przestrzenie barwne. Wszystko to pociąga za sobą jeszcze jedną konsekwencję – konieczność zwiększenia głębi bitowej transmitowanego sygnału do 10 lub nawet 12 bitów na kanał zamiast dotychczas stosowanych 8.

To ostatnie może być dobrą wiadomością dla nas, filmujących. W przypadku 4K łatwo zauważyć, że największe „parcie” na wprowadzanie tej technologii do aparatów czy smartfonów mają firmy, które produkują telewizory zdolne ten obraz wyświetlić (Sony, Panasonic, Samsung). Jeśli podobnie będzie z HDR, to być może w niedalekiej przyszłości doczekamy się wreszcie 10-bitowych kodeków (marketingowo zaakcentowanych dużym napisem „HDR Ready” na korpusie) w kompaktach i bezlusterkowcach. Ja bym się w każdym razie za taki dodatek nie obraził 🙂