Kiedy w 2008 roku aparaty fotograficzne zaczęły oferować możliwość rejestracji dobrej jakości filmów w Full HD, pojawiły się głosy mówiące o zbliżającej się konwergencji, scaleniu się aparatów i kamer w hybrydowe urządzenia równie dobrze radzące sobie z jednym, jak i z drugim.
Za spełnienie tych zapowiedzi można uznać najnowszą generację pozbawionych lustra aparatów fotograficznych posiadających rozbudowane funkcje filmowe znane dotychczas z drogich profesjonalnych kamer. Dedykowane profile obrazu, focus peaking, zebra, coraz mniejszy rolling shutter, zdolność przeskalowania do HD całej matrycy zamiast omijania linii, akcesoria pozwalające podłączyć do aparatu profesjonalny mikrofon – wszystko to nie jest przecież potrzebne do fotografowania. A jednak usprawnienia te znajdziemy w coraz większej liczbie aparatów i to nie tylko tych najdroższych. Ostatnio do listy doszła także możliwość pracy z rozdzielczością Ultra HD (potocznie określaną jako 4K). Fakt ten, poza dalszym powiększeniem listy funkcji hybrydowych konstrukcji filmowo-fotograficznych, jest ważny z jeszcze jednego powodu. Jest kolejnym krokiem na drodze do wspomnianej już konwergencji. O ile posiadająca około 2 megapiksele rozdzielczości stopklatka z filmu Full HD nie prezentowała się najlepiej po wydrukowaniu, o tyle 8,3-megapikselowa klatka Ultra HD może już pretendować do miana pełnoprawnego zdjęcia.

1

Takie postawienie sprawy jest korzystne zarówno dla filmowców, jak i dla fotografów. Fotograf dostaje do ręki aparat zdolny do wykonywania zdjęć seryjnych z prędkością 25 lub więcej klatek na sekundę w serii tak długiej jak bateria i karta pamięci pozwolą. Nie są to pełnoprawne rawy, ale też takowe nie zawsze są potrzebne, szczególnie w dobie publikacji w internecie. Filmowiec z kolei staje się de facto fotografem i dzieje się to bez jakichkolwiek utrudnień czy wyrzeczeń z jego strony.

Niestety jest też druga strona medalu, czyli ograniczenia związane z takim postawieniem sprawy. Oto one:

  1. Światło błyskowe. Błogosławieństwo fotografów, przekleństwo filmowców. Ze względu na synchronizację (a raczej jej brak) stopklatki w 4K nie doświetlimy fleszem. Na szczęście dzięki coraz czulszym i mniej szumiącym matrycom, jakie znajdziemy we współczesnych aparatach, potężne lampy błyskowe coraz częściej zastąpić można światłem ciągłym. Nawet niewielka bateryjna lampa diodowa potrafi zdziałać zadziwiająco dużo.
  2. Pionowe kadry. A raczej ich brak. Pomimo rosnącej popularności filmów nakręconych trzymanym w pionie telefonem komórkowym, w środowisku filmowym pozostają one czymś nagannym i nie świadczą najlepiej o intelekcie osoby filmującej. Z kolei dla fotografii pionowy format jest równoprawny z poziomym i ograniczenie się tylko do jednego z nich może ją zubożyć.
  3. Proporcje boków. Przy zdjęciach najczęściej spotkamy się z 3:2, 4:3 i kwadratowym 1:1. Film preferuje bardziej rozciągnięte formaty – 16:9, 1,85:1 czy też 2,37:1. Oczywiście obraz zawsze można wykadrować na komputerze, ale przy 8 megapikselach na starcie zapas jaki mamy na ten cel nie jest duży.
  4. Czas migawki. Przy filmowaniu w 25 kl/sek zalecany czas otwarcia migawki to 1/50 sekundy. Zapewnia on naturalne (zbliżone do ludzkiej percepcji oraz stosowane od dziesięcioleci w profesjonalnej kinematografii) oddanie ruchu i jego rozmycia. Pomaga również uniknąć pasów i migotania przy filmowaniu w sztucznym świetle. Przy fotografowaniu ruchu z kolei zazwyczaj zleży nam na jak najlepszym jego „zamrożeniu”, a poruszone zdjęcia zazwyczaj lecą prosto do kosza. Nie jest jednak tak źle, jak mogłoby się wydawać. Mając do dyspozycji nieograniczoną niemal niczym serię zdjęć wykonywanych w tempie 25kl/sek prędzej czy później znajdziemy nieporuszone, statystyka jest tu po naszej stronie.
  5. Rolling shutter – wciąż niepokonana zmora filmujących aparatów. Na szczęście dzięki postępowi technologicznemu staje się coraz mniej dokuczliwy i póki nie będziemy mieć do czynienia z naprawdę szybkim ruchem bądź naprawdę długą ogniskową, nasze „zdjęcia w 4K” nie powinny od niego ucierpieć. A jeśli ucierpiały w stopniu niewielkim, to drobne przechyły można stosunkowo łatwo (a na pewno łatwiej niż w filmie) naprawić w programie graficznym.
  6. RAW vs. JPEG. Większości stosowanych w aparatach kodeków bliżej niestety do tego drugiego. Na szczęście filmowcy mają „tajną broń” pozwalającą przynajmniej częściowo poczuć się jakby mieli do czynienia z rawem. Są nią płaskie profile obrazu, zachowujące zapas detali w cieniach i światłach, które w pewnym stopniu są w stanie zastąpić dobrze wywołany plik typu raw. Czasem to „w pewnym stopniu” w zupełności wystarcza, a przykłady koloryzacji filmów dokonywanej nawet przez średnio zaawansowanych filmowców pokazują, że można z takiego materiału uzyskać spektakularne rezultaty.

Z przedstawionym powyżej tematem miałem okazję zmierzyć się osobiście podczas łódzkich targów Film Video Foto 2015, gdzie na zaproszenie firm BEiKS i Panasonic prowadziłem warsztaty pod takim właśnie tytułem jak niniejszy artykuł. Po krótkim wprowadzeniu teoretycznym spróbowałem sił ze wspomnianymi stopklatkami zarejestrowanymi przy wykorzystaniu tandemu Panasonic GH4 + Panasonic Leica 42,5mm f/1.2. Poniżej zamieszczam zdjęcie oraz stopklatkę. Tę ostatnią w porównaniu do zdjęcia trzeba było wyostrzyć – film ewidentnie jest zapisywany z mniejszym domyślnym wyostrzaniem niż zdjęcie (zapewne ze względu na morę). Obydwa obrazy zostały wykonane na profilu Cine D przy nastawach f/1.4, 1/50 sek, iso 200. Zamieszczam je poniżej. Nie podpisuję ich, zgadnijcie sami, które jest które 🙂

P9990016P9990014.MP4_snapshot_00.04_[2015.03.30_23.48.13]

Dzięki uprzejmości firmy Altra, zdjecie i stopklatkę udało się wydrukować od razu na targach w czasie trwania warsztatów. Rozróżnienie ich okazało się niełatwym zadaniem dla uczestników. Jako ciekawostkę przytaczam kalkulacje DPI dla obydwu sytuacji.

2

W ramach podsumowania chciałbym wrócić do poruszonego na początku tego tekstu tematu konwergencji filmu i fotografii. Ta konwergencja już tu jest, a w każdym razie jest już dostępny sprzęt, który w pewnym, coraz większym zakresie na nią pozwala. Całkiem niedługo może okazać się, że fotografa na ślubie czy imprezie zastąpi operator z kamerą 4K, bo w charakterze zdjęć wystarczą wycięte z jego materiału stopklatki. Oczywiście ich dalsza, bardziej „fotograficzna” obróbka to nadal osobna dziedzina, nieco się różniąca od obróbki kolorystycznej filmu, ale pole dla oszczędności podczas rejestracji powoli powstaje i będzie rosnąć. Sprzęt już tu jest, problem tkwi gdzie indziej. Wspomniana konwergencja nie zaszła jeszcze w naszych głowach. „Aparat jest do fotografowania, kamera do kamerowania” – mówią ci bardziej oporni. Tymczasem bariera dzieląca te dwa typy urządzeń mocno się już rozmyła, o ile w ogóle jeszcze można mówić o jej istnieniu. Miejmy tego świadomość, bo całkiem niedługo możemy obudzić się na rynku, gdzie dla tego konserwatywnego podziału i jego wyznawców nie będzie już miejsca.

 

Amadeusz Andrzejewski

[zdjęcie na początku artykułu to stopklatka z filmu nagranego podczas pleneru fotograficznego „Bal Wenecki” organizowanego przez inicjatywę Pospolite Ruszenie Fotograficzne, Dariusza Ciszkiewicza oraz Annę Sahrę; modelka – Kaja Flaga, stylizacja – Woman In Corset, wizaż – własny modelki]