Ocena redakcji

OK. Na obniżenie pracy kamery wpłynęła kwestia ostrości w niektórych ujęciach. Kolor prawie, prawie. Dźwięk troszkę do dopracowania. Ogólny wynik wyszedł niżej niż poprzedniej pracy, ale wtedy było na zachętę. Udało się, Autor wrzucił drugi film, by poddać go chłoszczącej recenzji ;).

10
Pomysł na bohatera
7
Praca kamery
10
Muzyka
7
Kolor
7
Dźwięk
Coffin Maker – Trumniarz. To już drugie dzieło Artura Szymochy na naszym portalu. Jak w trzecim filmie Autor doda jeszcze przynajmniej tytuł filmu – zachwytom nie będzie końca.

Zacznę od tego dlaczego film mi się podoba (będą spoilery):

• Bo ma jasno określonego bohatera i do tego w miarę ciekawego. Zaskakujący zawód – stolarz trumien, trumniarz. Pasje prywatne: skateboard i gitara kontrastują z codziennym zajęciem. Dzięki takiemu bohaterowi, Autor od razu daje nam znać, jaki był powód zrobienia filmu – zaskakujące zestawienie dwóch odmiennych „twarzy” głównej postaci filmu. Na koniec, filmowa fizjonomia – modne pekaesy i czapka z daszkiem.

• Bo bohater sam mówi o sobie. Chwyt prosty, ale zawsze się sprawdza. Mógłby nic nie mówić, obraz w tym wypadku jest wystarczająco wymowny, ale Artur Szymocha oddaje mu głos – intonacja, sposób mówienia, artykulacja – ułatwiają nam umiejscowienia bohatera systemie rozpoznawania ludzi, który ma każdy z nas w głowie. Język nie jest tylko służy do komunikacji, ma również swój meta przekaz – własnie przez formę i składnię. (Obecnie mistrzem zabawy formą językową w fabule jest Koterski – inwersje, celowe błędy gramatyczne, głośne szukanie prawidłowej deklinacji rzeczowników – świetnie pokazują zagubienie polskiego półinteligenta w świecie ćwierćinteligentów.) W dokumencie wypowiedź bohatera pozwala realizatorowi na pełniejsze pokazanie postaci, bez dodatkowych wyjaśnień.

• Bo widzimy bohatera zarówno ze strony oficjalnej – stolarnia z trumnami, jak i prywatnej – skateboard, rodzina, koncert. W filmie trzeba pokazywać – dobrze wyszło zilustrowanie rodzinnej tradycji zdjęciem dziadka stolarza. Szkoda, że nie było fotki z dzieciństwa bohatera jak bawi się w trumience.

• Bo ma konsekwentny sposób prowadzenia kamery – w ogóle jej nie zauważyłem. Autor używa statywu, robi z ręki, biega za bohaterem a czasami spokojnie mu się przygląda – kamera staje się naszymi oczami, a nie rejestratorem cudzych wizji. Przejścia między poszczególnymi ujęciami są płynne i bezkonfliktowe.

• Ładna muzyka.

• Bo film trwa niespełna 3 i pół minuty, a wiele się z niego dowiadujemy.

Co mi się nie podoba:

• Nie przekonuje mnie do końca obróbka koloru. Trochę kontrastu i wysycenia by się przydało. Jest nostalgicznie i miękko, ale czasami mam wrażenie, że to materiał prosto z kamery, a nie koncepcja estetyczna. Niby grading jest świadomy i w kolorystyce obecnie modnej, ale coś mi się wydaje, że nie do końca wyszedł. Może to wina konwersji Vimeo i zbyt optymistycznych parametrów renderu, ale afekt wizualny wyszedł na 90%.

• Troszeczkę miejscami za głośna muzyka. Nie zagłusza kwestii bohatera, ale jednak wydaje mi się zbyt agresywna. Instrumenty smyczkowe łatwo wchodzą w ucho, więc nie muszą być głośno – i tak je wyłapiemy. Słychać to przy deskorolce – chciałoby się więcej tego terkotu, na koncercie głośniejszej widowni i może jakieś wejście gitarowego solo.

Co zauważyłem, ale raczej poddam pod dyskusję:

• Gubienie ostrości, szczególnie podczas jazdy na desce – można uznać, w ostateczności, za chwyt formalny. Chociaż ujęcia w ruchu (steady, gimbal, dron) lepsze wrażenie robią gdy są cały czas ostre. W takich ujęciach cała zabawa polega, żeby wszystko się gibało, a ostrość była w tam gdzie trzeba. W ostateczności można zaakceptować. Gorzej gdyby było odwrotnie – nieostre sceny statyczne i „w punkt” dynamiczne – tak niestety częściej się zdarza.

• Brak efektu crispy – obraz jest miękki, filmowy, ale dodanie trochę szarpnesa by nie zaszkodziło. Uwypukliłoby ładny bokeh i podbiło faktury – dłonie, drewno, liście)

Brak napisów – tytułu i czołówki. Bo jak ktoś będzie chciał obejrzeć na pełnym monitorze albo projektorze to nie będzie wiedział co ogląda (belka z Vimeo to za mało). Trochę również miałem konfuzję językową – Coffin Maker po angielsku, bohater mówi po polsku, brak czołówki w jakimkolwiek języku, ale są subtitlesy po angielsku i końcówka po angielsku. Niezły misz-masz.

Recenzja na podstawie postu w forum videodslr.pl