Canon C100 mark 3, Panasonic AG-AF200, Sony FS5 mark 2 – to wszystko nazwy sprzętu, który póki co nie istnieje. Dlaczego? Spróbuję odpowiedzieć w dzisiejszym felietonie.

Na tegorocznych targach NAB Panasonic pokazał “tajemniczą kamerę”, która ma być ulokowana między GH5 a Varicamem LT (oficjalna premiera w czerwcu). Im dłużej jednak myślę nad tym, jak miałaby wyglądać jej specyfikacja, tym bardziej nie chce mieć ona sensu. Przemyślenia te natchnęły mnie do zastanowienia się nad tym, czy aby podobny problem nie dotyczy też kamer takich jak Canon C100 mark 3 czy Sony FS5 mark 2, o których już nawet na serwisach plotkarskich słychać coraz mniej. Spróbujmy rozgryźć, co właściwie dzieje się z tym segmentem rynku.

Między młotem a kowadłem

Tak z grubsza da się określić problem, z jakim mamy tu do czynienia. Każda z omawianych firm w mniejszym lub większym stopniu ma w tym momencie w ofercie naszprycowany technologią filmujący aparat z wyższej półki. Panasonic GH5,  Sony A6500 i A7s mark 2, dla porządku dodajmy Canona 5D mark IV, choć on jest ciut dyskusyjny. Każda z nich ma też super-fajną ale drogą kamerę Super35, o której każdy z nas marzy po nocach. Z kronikarskiego obowiązku wyliczę: Panasonic Varicam LT, Canon EOS C300 mark II, Sony FS7 mark II.

Problem, z jakim będzie się musiał uporać nasz hipotetyczny Canon C100 mark 3 (lub jego odpowiednik od konkurencji) to zmieszczenie się z ceną i specyfikacją między jednymi a drugimi. Z jednej strony aparaty, których możliwości filmowe rosną bardzo szybko. Pod pewnymi względami zresztą (autofokus w 5D mark IV, poziom szumów w A7s, stabilizacja matrycy w korpusach M43) już dawno przegoniły one kamery.

Z kolei po drugiej stronie barykady stoją profesjonalne kamery, które fajnie by było nadal móc sprzedawać za 40 tysięcy pln lub więcej. A w każdym razie tak zgodnie twierdzą księgowi wszystkich omawianych korporacji. Do tego dochodzi jeszcze konkurencja innych firm, na przykład Blackmagic Design Ursa Mini Pro, która jest dojrzałym, dopracowanym produktem i ma imponującą specyfikację przy nadal znośnej cenie.

Spójrzmy zatem bardziej szczegółowo, jak wygląda sytuacja w każdym z trzech przypadków, o których dziś piszę.

Sony FS5 mark 2

Sony ma trudny orzech do zgryzienia. Największa konkurencja jeśli chodzi o filmujące aparaty – Panasonic GH5 – ma 10-bitowe kodeki. Wchodzenie technologii HDR do telewizorów również jest silnym bodźcem do tego, by przejść w swoich aparatach z 8 bitów na 10. I to przejście zapewne nastąpi gdzieś w okolicach A7s mark III. Problem w tym, że FS5 z 10-bitowym kodekiem już istnieje i nazywa się FS7. Między nią, a następną generacją aparatów może już naprawdę nie być miejsca na kolejną kamerę.

Chyba, że byłaby to kamera z matrycą pełnoklatkową. Ale taka raczej będzie grać w 6K (jest nawet gotowy “dawca sensora” czyli model A9) i kosztować więcej niż FS7, a nie mniej.

Panasonic AG-AF200 / Varicam Mini

Świat “suszy głowę” Panasonikowi o następcę AG-AF101 od ładnych kilku lat. Pokazany na NAB prototyp na nowo obudził nadzieje, że może w końcu się on pojawi. Problem w tym, że nie za bardzo ma po co. Pod względem możliwości nagrywania GH5 depcze po piętach 4-krotnie droższej Sony FS7. Trudno więc byłoby zrobić kamerę z matrycą Mikro Cztery Trzecie, która miałaby w stosunku do GH5 do zaoferowania cokolwiek, co usprawiedliwiałoby dużo wyższą cenę (zapewne rzędu 20 tys. pln).

Można oczywiście wyobrazić sobie kamerę M43 z matrycą o proporcjach boków 17:9 (4096 x 2160 px), która oferowałaby ciut lepszą dynamikę, niższe szumy i rozpędzała się na przykład do 100/120 kl/sek w 4K. Albo oferowała 4:2:2 / 10bit w 50/60 kl/sek. Tyle, że do takiej kamery dokładamy SpeedBooster i funkcjonalnie mamy Varicama LT. Tego samego, który w tym momencie kosztuje ponad 90 tys. pln. Nie sądzę, żeby księgowi na to pozwolili.

Z kolei wzięcie znanej ze wspomnianego Varicama matrycy Super35 i bagnetu EF jest o tyle problematyczne, że nie bardzo jest co odejmować tak, by powstały “Varicam Mini” przy 4-krotnie niższej cenie nie zabił sprzedaży droższych modeli. Przecież nie zejdą z kodekiem do 8-bitów skoro nawet aparat za 8 tysięcy ma 10…

Jednym słowem – jestem serio ciekaw, co takiego Panasonic wymyśli i pokaże na CineGear w czerwcu. Na moje oko pole manewru mają bardzo niewielkie.

Canon C100 mark 3

Z całej omawianej trójki producentów Canon jest w najlepszej sytuacji. A wszystko dzięki tak szczerze przez nas znienawidzonej polityce okrajania produktów z funkcji. C100 mark 2 nadal pracuje tylko w HD, C300 mark II ma za to 10-bitowy zapis 4K i 12-bitowy w HD. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, żeby Canon C100 mark 3 nagrywał 4K w 8 bitach (wystarczy że będzie to robił bez cropowania i w kodeku, który nie ma 20 lat, jak ma to miejsce w aparatach) i HD w 10.

Do większości zastosowań tyle wystarczy. A jeśli na pokładzie znajdzie się jeszcze autofokus Dual Pixel, to w zasadzie ludzie pracujący w reportażu dostaną kompletne, fajne narzędzie do pracy. Oczywiście fani super-płynnego obrazu w 4K/50p będą niepocieszeni, ale skoro C300 nie robi tyle w 4K to Canon C100 mark 3 też raczej nie będzie. Wszystkiego mieć nie można.

Problem jest tylko jeden – kiedy ostatnio słyszeliście / czytaliście jakąkolwiek plotkę o C100 mark 3? O FS5 mark 2 co jakiś czas gdzieś piszą, Panasonic pokazał prototyp, więc tu wątpliwości nie ma. A Canon milczy.

Gdzie ci pogromcy?

Gdy na przełomie 2010 i 2011 swoje premiery miały Panasonic AG-AF101 i Sony FS100, określano je mianem “pogromców dslr”. Miały sprawić, że ludzie porzucą tę niedorzeczną ideę filmowania aparatem fotograficznym i wrócą na jedynie słuszną drogę “kamerowania” kamerą.

Minęło ponad 6 lat. Filmujące aparaty żyją i mają się dobrze, a jeśli cokolwiek “pogromiło” dslr, to były/są to bezlusterkowce (“dslr” to anglojęzyczne określenie cyfrowej lustrzanki). Czyli nie dość że też aparaty, to na dodatek jeszcze mniejsze. I wygląda na to, że jeśli ktoś tu kogoś wyprze z rynku, to raczej aparaty zlikwidują segment kamer za około 20 tys. pln niż na odwrót. No, może Ursa Mini Pro się uchowa, a Canon C100 mark 3 rok czy dwa powalczy. Oczywiście przy optymistycznym założeniu, że zostanie zaprezentowany. Tak czy inaczej, w zasadzie można już pomału ogłaszać zwycięstwo aparatów.